w obronie całowania brzuszków

Skończyłam właśnie czytać scenariusz, wpisujący się w modną konwencję obnażania beznadziei macierzyństwa. W sensie, wiecie, piękna, rzutka bizneswoman  w sekundę po porodzie zmienia się w kupkę rozmemłanej galarety. Nie umie wydobyć się spod stosu zasranych pieluch, nie może zmrużyć oka w nocy, a mleko z piersi tryska jej naokoło jak ślina gościowi z krzywym zgryzem.

No i tak sobie myślę. Wiem, że nie spełniałam standardów Matki Polki. Generalnie miałam dość olewczy stosunek  do spacerów, kalendarzy wprowadzania pokarmów i zabaw rozwojowych. Ale bez przesady, przypuszczam, ze mieściłam się w (hmm, szeroko pojętych) normach. I uczciwie przyznaję, że w ogóle nie pojmuję takiego nieogarnięcia. Moje dzieci były koszmarne jako niemowlęta, alergiczne, kolkowe i z pakietem dodatkowych problemów zdrowotnych. I mimo tego,  pomijając oczywiste zmęczenie, chwilowe kryzysy i poczucie beznadziei przy trzeciej godzinie dziecięcego ryku, uroczyście zaświadczam, że WCALE NIE BYŁO TAK ŹLE. Co więcej, bywało fajnie. Zabawnie. A nawet, o zgrozo, spokojnie, cicho i uroczo.

Mam wrażenie, że na co dzień bardziej męczyła mnie rutyna i nuda, niż chaos i apokalipsa mleczno – pieluchowa. A słowo daję, chociaż żadna ze mnie Bridget Jones, nie jestem jakoś super poukładana. Raczej średnia krajowa.

Bez obaw, zdążam pospiesznie w stronę konkluzji. A mianowicie – czy nie macie wrażenia, że wahadło odbiło teraz za mocno w drugą stronę? Coraz bardziej modne i popularne jest pokazywanie ciemnych stron posiadania dzieci. W Empiku znajdziecie tysiąc książek obnażających najwyraźniej nieznany dotąd fakt, że dzieci wrzeszczą, ślinią się, śmierdzą i psują sprzęty domowe. Przy okazji czytania scenariusza znalazłam kilkanaście podobnych filmów, których głównym tematem jest totalna destrukcja życiowa związana z posiadaniem potomstwa.

Zaczyna mnie to irytować i męczyć.  Chyba niedługo artykuły pod tytułem „Pięć nieznanych faktów o macierzyństwie” będą poruszały  nowe i nieznane ogółowi tematy: 

„Wbrew temu, co usłyszałaś od mamy/koleżanki/sasiadki

1. dzieci czasami są fajne

2. posiadanie dzieci nie jest równoznaczne z utratą tożsamości i własnego życia, a nawet (tak, tak, droga czytelniczko) może to życie wzbogacić

3. nie czuj się źle, kiedy patrząc na swoje dziecko, uśmiechniesz się czasem wzruszona, albo nawet pocałujesz w brzuszek, to nie jest powód do wstydu, każdemu może się zdarzyć

4.  masz prawo wychodzić ze swoim dzieckiem z domu, a nawet brać je do sklepu i restauracji, to jeszcze nie jest zakazane

5. Jeśli twoje dziecko śpi w nocy, nie ulewa litrami na przechodniów i krzyczy mniej niż godzinę dziennie, oczywiście powinnaś się skonsultować z pediatrą, ale spokojnie, na pewno wszystko jest w porządku, to też się mieści w normach”

 

Jestem wstrząśnięta. Naprawdę to napisałam? Ja?! Własnym oczom nie wierzę….

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s