Namiastka Egiptu

Jak na Egipt, to zimno było. Tak koło zera i opady śniegodeszczu w centrum Olsztyna, akurat jak nas zebrało na zwiedzanie Starówki. Na Egipt kasy nie stykło. Znaleźliśmy więc pseudo Egipt na Mazurach. Właściwie to niedaleko Ameryki. W Ameryce parę domów na krzyż i biednawo ogólnie tak na oko. Każdy ma taką Amerykę, na jaką zasłużył. A my – taki Egipt, na jaki zasłużyliśmy. Ale nie, wcale nie było źle, skąd, nawet aquapark mieli.

Małoletni kochają aquaparki. Ja nie, bo się boję tych rur do zjeżdżania, a oni każą mi spływać. Rurą znaczy. Ale, co tam rura. Wiecie, do czego oni mnie zmusili? Wygnali mnie do jacuzzi na zewnątrz! Śnieg naokoło, oblodzony tarasik. I ja – w cholernym parującym na mrozie jacuzzi! W głowę mi zimno było. A teraz mnie nerki bolą. Swoją drogą, czemu nerki, jak marzła mi głowa? Ta rodzina mnie kiedyś zabije. Albo okaleczy co najmniej. No to podsumowując – nerki mi kwiczą. Miśka stopa – zdarta o kamienie w aquaparku. Lola ma starte plecy na zjeżdżalni. Mąż obtłukł sobie stopę i uszkodził palec u nogi. Powinnam wszędzie jeździć z apteczką.

Z ulgą wróciliśmy do domu. Czysto, cicho, chlorem nie śmierdzi, a ja zaraz idę moczyć nerki w wannie. Koty się cieszą. My się cieszymy. Bo i tak najfajniej jest wieczorem, kiedy tłoczymy się wszyscy na kanapie razem z kotami. Produkujemy michę popcornu i oglądamy wspólnie Simpsonów albo Madagaskar.

Dzięki temu rodzina się integruje i możemy się wiele o sobie dowiedzieć. Ostatnio oglądaliśmy na przykład Podróż Wędrowca do Świtu. Ponieważ uważam Eustachego za niedocenianą postać wśród bohaterów cyklu o Narni, poczułam się w obowiązku wytłumaczyć młodocianym, że jego zachowanie było skądinąd zrozumiałe:

– No sam powiedz – przekonywałam Miśka – co ty byś zrobił, gdybyś rozejrzał się i zobaczył, że jesteś na statku razem z gadającą myszą? –

– Na pewno zmieniłbym dostawcę marihuany – śmiertelnie poważnie odpowiedział mój syn.

Mam nadzieję że to był żart. 

  Lola nalegała na szybki powrót do domu, gdyż każdego dnia nieobecności poziom miłości między stworzonymi przez nią w grze komputerowej postaciami spadał o dwa procent. A ona nie umiała sobie policzyć, kiedy im się miłość wyczerpie. Nie wiem czemu, ale tym też czuję się zaniepokojona.

Zaczęłam pisać książkę. Po pięciu stronach przestałam lubić bohaterkę. Jakaś taka irytująca się zrobiła. Co można z nią zrobić? Macie pomysł? Mam ochotę ją zabić – wtedy napiszę kryminał, albo trwale okaleczyć – wtedy będę miała dramat psychologiczny. Rozważam też atak krwiożerczego gluta z odpływu – i horrorek mi się rozwinie. No, chyba że ją jakoś naprawię, ale nie wiem jak. Przerzuciłam się na czytanie. Lepiej mi to wychodzi.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s