Tadam! Konkurs!

sto lat

 

Wcale nie zapomniałam, słowo. Tylko się trochę chwilowo rozkojarzyłam, ale już wracamy do obiecanego  konkursu:-)

 Firma Nivea wpadła na bardzo kreatywny pomysł, żeby uczcić swoje stulecie (skądinąd szacowna rocznica, przyznajmy) i postanowiła wybudować w Polsce na tę okoliczność sto placów zabaw. Przyjemna i pożyteczna koncepcja, a już na pewno lepsza niż bankiet ku czci i parę przemówień.

Linkuję, drodzy Państwo, informacje na temat, gdyby ktoś chciał poczytać więcej o tym  przedsięwzięciu. A ja się w międzyczasie przyznam, dlaczego złamałam zasadę niereklamowania niczego na blogu.

Mam osobistą fobię placów zabaw od czasów wczesnego dzieciństwa mojego syna. Misiek, urodzony na warszawskim blokowisku, przez pierwsze trzy lata życia był wyprowadzany przeze mnie na betonowy placyk z dwiema zepsutymi huśtawkami, piaskownicą pełną psich kup i trzema łysymi krzakami udekorowanymi zużytymi prezerwatywami i puszkami po piwie. Innych placów zabaw na „walking distance” nie było, dlatego w ramach spaceru zaliczaliśmy zazwyczaj bazarek i kościół, bo czystsze były:-). Później, na placu budowy, na którym żyliśmy parę lat, nie było lepiej i dopiero Lola załapała się na jakąkolwiek cywilizację.

Od tamtego czasu, nawet kiedy małoletni wyrośli już z placów zabaw, z upodobaniem tropię takie cudniunie, nowunie placunie, z elastyczną nawierzchnią i kolorowymi bajerami do zabawy, na których można bezpieczne wyładować nadmiar energii. Właśnie takie, jakie są pokazane na stronie akcji:-)

Nivea w dodatku całkiem sprytnie uzasadniła, czemu te place zabaw to dobry pomysł. Wystarczy obejrzeć filmik Wyspa Skarbów. Nie wiem jak wam, ale po obejrzeniu mnie natychmiast skojarzyło sie własne dzieciństwo, kiedy placyków nie było, a dzieci chodziły z kluczem na szyi, bez komórek i nikt ich nie pilnował. Na samą myśl o tym, że moje dzieci miałby robić podobne rzeczy, co ja wtedy, przechodzi mnie dreszcz zgrozy. A ja się tak cudownie bawiłam! Na śmietniku (cudowne rzeczy znajdywałyśmy tam z koleżanką), w kanałach ciepłowniczych (zwłaszcza jesienią), na placu budowy (ślad po szyciu nogi rozciętej drutem kolczastym wciąż mi o tym przypomina), na cudzych działkach (ukradłam kiedyś główkę sałaty i strasznie mi wstyd) i wielu innych dość przerażających miejscach. Miałam cudowne dzieciństwo. I sama nie wiem, jak udało mi się przeżyć do wieku dorosłego, a nawet podeszłego…

No i ad meritum. Czyli pytanie konkursowe. Pamiętacie z własnego dzieciństwa takie zabawy? Takie, na które w życiu nie pozwolilibyście własnemu dziecku? A równocześnie wspominacie je ciągle z rozrzewnieniem (ależ to była frajda!)? Obiecuję nie pokazywać waszych wspomnień żadnym znajomym dzieciom, żeby się nie zainspirowały, tylko grzecznie i twórczo bawiły się na kreatywnych placach zabaw:-)

Nagrody…będą, będą. Mam obiecane trzy komplety kosmetyków dla najbardziej elokwentnych wypowiedzi. Nie w sensie objętości tekstu, ale raczej pomysłowości i poziomu hardcoru:-)

Jak każdy konkurs, ten też ma termin – do piątku. Czekam z napięciem i lekkim przestrachem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s