Lola zmienia zdanie

– Lola, słuchaj, masz dwa miesiące, żeby zdecydować, czy chcesz iść do komunii, czy nie –

Hasło padło na początku wakacji. Po długiej i pełnej emocji rozmowie z mężem postanowiliśmy nie wywierać na Lolę żadnego nacisku. Mimo, że jej decyzja w znaczący sposób miała się odbić na tym, jak będzie wyglądać najbliższy rok całej naszej rodziny. Ale, skoro zostawiliśmy małoletnim wolność światopoglądową, trzeba się tego trzymać, choćby było niewygodne.

Lola dręczyła nas i siebie tematem komunii przez całe lato. Żądała przedstawiania opcji, co jeśli tak i co jeśli nie. Otrzymała obszerne i precyzyjne wyjaśnienie, jakie będą konsekwencje i kolejność wydarzeń w obu przypadkach. Dyskutowała z przyjaciółką. Która miała podobny dylemat. Zwierzyła się babci. Którą zaszokowała myśl o pozostawieniu dziecku tak ważnych decyzji. Szukała pocieszenia u drugiej babci. Która nie zajęła stanowiska, twierdząc, że sami mamy się z tym męczyć. Wróciła do nas. Otrzymała pociechę i zapewnienie, że w obu przypadkach będzie OK i generalnie nie ma problemu, cokolwiek zdecyduje.

Pierwszego dnia szkoły przyniosłam oświadczenie o uczęszczaniu na religię. Lola z ponurą determinacją orzekła – No dobra, zapisz mnie na religię. Pójdę do tej komunii –

Zadygotałam wewnętrznie, myśląc o perspektywie intensywnego kontaktu z obcym mi światopoglądowo środowiskiem kościelnym przez cały rok. I te białe sukienki, brr. I rytuały. I spotkania, msze, różańce, nie wiem, co tam jeszcze. Ale cóż, słowo się rzekło. Wypełniłam oświadczenie bez żadnych komentarzy. I umówiłam się z córką na najbliższą niedzielę na mszę. Ja! Na mszę!

Wczoraj Lola wpadła do domu ze szkoły zdyszana i zajęczała od progu – czy już za późno? –

– Na co? –

– No, żebym zmieniła zdanie. Bo ja dziś miałam pierwszą religię. I mamo – Lola najwyraźniej była zakłopotana – ty wiesz, że ja zasnęłam z nudów? Na serio. I wiesz, że Madzia nie chodzi na religię? Ja bez niej tego nie przeżyję. –  

– No, ale komunia – poczułam się lekko skołowana – sukienki, prezenty i tak dalej? –

– No co ty, te sukienki są ohydne. I w ogóle wcale nie chciałam iść do komunii, ale myślałam, że Madzia pójdzie i wiesz, razem będzie nam raźniej. Ale sama w życiu, mowy nie ma. Poza tym ja nie chcę chodzić do kościoła.  Ale prezent możecie mi kupić – dodała łaskawie, zawinęła się i poszła.

Eee, no dobra. Czy to się liczy jako świadoma decyzja? W każdym razie na pewno podjęta samodzielnie i bez nacisków:-)

Przyznaję, że dzisiaj, kiedy poszłam do szkoły zamieniać oświadczenia, czułam się jak nieudolna decyzyjnie, zdominowana przez małoletnią matka abnegatka.   Ale co tam, mam nadzieję, że kiedyś młoda nie będzie miała do mnie żalu, że zwaliłam na nią odpowiedzialność za jej własny światopogląd…

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s