partyzant w defensywie

doniesienia z frontu:

po zaciekłych starciach siły partyzanckie wycofały się na z góry upatrzone pozycje. stop. Wojska oddelegowane do walki z rebeliantami oczyściły przedpola i ustawiły barykady do głównych traktach. stop. każdy wypad rebeliantów jest torpedowany przez siły wojskowe. stop. niestety, w trakcie walk odnotowano wiele zniszczeń na terenach objętych wojną, chociaż na razie obeszło się bez ofiar. stop.

Kot z Besjbolem został oficjalnie mianowany Partyzantem tuż po swojej ostatniej akcji. Weszłam do łazienki na dole. Kot przecisnął się przez niedomknięte drzwi. Następnie obydwoje spędziliśmy niezwykle pracowite pięć minut: ja ściągałam ze sznurków i składałam pranie na dole, Kot starannie umieszczał podpis na każdym dostępnym mu kawałku górnej łazienki i przedpokoju. Kiedy rzeczone pięć minut później weszłam na górę z naręczem prania, zobaczyłam Partyzanta i przerażoną do granic możliwości Lulu, wciśniętą w kąt przedpokoju. Partyzant wykorzystał moment ogólnego osłupienia i przemknął między moimi nogami na dół. Rzuciłam pranie na podłogę i popędziłam za nim wrzeszcząc: wyp…pii ty sk…pii jeb….pii,  no, jednym słowem dawałam mu do zrozumienia, co myślę o nim i jego najbliższej rodzinie.

Zniszczenia: bramka antyLulowa – do wyrzucenia, ręcznik i dywanik łazienkowy – do wielokrotnego prania, ściany i podłoga – do szorowania, taboret – do szorowania i długotrwałego wietrzenia, drewniany pojemnik na mydło i gąbka – do wyrzucenia, pluszowy tygrysek, z którym sypia Lulu (zgroza! bandyta! za dziecięce zabawki się bierze!) – do trzykrotnego prania. Moja psychika – w rozsypce. Lulu – prawie do reanimacji z nerwów.

Wytoczyłam ciężkie działa. Żaden ocet nie pomoże na takiego psychopatę. Ja jestem łagodnym człowiekiem (zabawne, zauważyliście, że większość morderców ma o sobie takie zdanie?), ale bez przesady. Po tym parugodzinnym sprzątaniu niemal zamieszkałam na tarasie, mając na podorędziu garść kamieni. Pierwszy raz w życiu celowałam kamieniem w kota, z absolutnie szczerym zamiarem uszkodzenia ciała. Chociaż przyznaję,że mając świadomość swojej mikrej celności, nie zakładałam, że faktycznie mogę go trafić.

Kiedy parę razy Partyzantowi czatującemu w krzakach przy tarasie świsnął koło ucha kamyczek (mówiłam, nie było szans, żebym trafiła), coś jakby w tym wielkim łbie zaskoczyło. Serio? Naprawdę nie chcecie, żebym wam dekorował dom? Poważnie? A taka fajna była zabawa. No i jak się obraził trzy dni temu, tak się na razie nie pokazał.

A ja sprzątam. Sprzątam tak, że mój dom wręcz zastygł w osłupieniu, drapany i łaskotany w miejsca, gdzie nigdy drapany i łaskotany nie był. Mój nietypowy obłęd bierze się z superczułego węchu, którym niestety obdarzyły mnie geny. No, nikt już nie czuje, a mi śmierdzi. Śmierdzi tak, że nie mogę siąść na kanapie, delektować się kąpielą w łazience ani spokojnie gotować. W amoku sprzątania przewróciłam chałupę do góry nogami, szorując ściany, każdy zakamarek podłogi, nawet nogi od krzeseł. Myliście kiedyś nogi od krzeseł? Bo mnie to nigdy wcześniej nie wpadło do głowy. Moje porządkowe Magnum Opus zakończyłam wczoraj wieczorem wezwaniem fachowca od prania kanapy. Kiedy wyszedł, zapaliłam świeczkę zapachową, rozejrzałam się i wwąchałam w przestrzeń. Nic. Wielka olfaktoryczna pustka. Bossssko.

I tak ma zostać, do cholery! Bo nie ma szans, żebym jeszcze kiedykolwiek w życiu zebrała się do takich porządków. A Partyzant albo załapie, kto jest zwycięzcą w tej wojnie, albo marnie skończy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s