czemu nie piszę?

Bom głupia. Ze trzy tygodnie temu  miałam ostry stan lękowy, związany z przerwą produkcyjną. To był najdłuższy od czterech lat czas – ponad dwa tygodnie – kiedy nie pisałam, nie poprawiałam, nie pracowałam zawodowo. Tylko siedziałam w domu z dziećmi i kotami, nadrabiając zaległości, odwadniając, odwaniając i odwalając kupę tych monotonnych, codziennych obowiązków. Czułam się nieszczęśliwa. Jak to jest z tą robotą? Człowiek pracuje i narzeka. Nie pracuje, dostaje świra.

A mój stan lękowy był związany z przemijaniem. Zaraz doprowadzę Manuelę do ołtarza. Zaraz, za momencik, padnie ostatni klaps na planie. Zaraz wypijemy ostatnie piwko ze scenarzystami. Jeszcze tylko kilka tygodni.

Co potem? Ratunku, muszę sobie coś znaleźć! Bo oszaleję w domu i na waciki od męża będę musiała wyciągać.

No i tak się zakręciłam ze  znajdywaniem, że teraz mam przerąbane. Manuela wciąż na planie, czyli masa bieżącej roboty przy telenoweli. Dogadałam nowy projekt – całkiem w powijakach, czyli trzeba wszystko, łącznie z autorami, ustawić od początku. Dużo pracy i stres w dodatku, bo jak się posypie, będzie tym razem tylko na mnie.  A że nie byłam pewna tego nowego projektu, załatwiłam sobie w miedzyczasie dodatkową fuchę. Fucha, nie dość że nędznie płatna, zajmuje mi większość wieczorów i jest generalnie upierdliwa. Ale ja oczywiście już sobie na honor wjechałam, że przecież nie mogę tak łatwo się poddać. W efekcie nie mam czasu na nic. I zaraz dostanę wrzodów po tych ilościach kawy, które mnie utrzymują na powierzchni. I jestem wykończona.

 PS Deszcz wciąż pada. Z sufitu wciąż kapie. Lukrecja się nudzi. Wisi mi na troczkach od spodni, wdrapuje się po moich plecach, żeby złapać łapką kolczyk w uchu, skacze po klawiaturze i kasuje to co piszę. Mogę ją wysłać na plac zabaw? Bo zużyłam już wszystkie plastikowe kulki, orzechy, sznurki i szpulki, a młoda wciąż ma żywotność wyspanego dwulatka.

PS 2 Kot z Bejsbolem wykorzystuje każdy moment nieuwagi, że przekraść się do domu i coś podsikać. To jest już otwarta wojna. Postawiłam sobie ocet w spryskiwaczu przy drzwiach. Ja albo on. Na razie on wygrywa wojnę, bo mój dom śmierdzi. Ale dzisiejszą walkę  wygrałam ja – chwilowo. Mam nadzieję, że ocet będzie mu długo o mnie przypominał (tu wstawcie sobie złowieszczy obłąkańczy rechot)

PS 3  Siedzę sama w domu, dzieci nie ma, a ja zamiast szlajać się po sklepach albo chlać na kanapie,  stukam w komputer , wyjadam kukurydzę z puszki i robię bojowe wypady z octem w ręku. Odbija mi? Szukać pomocy?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s