Przypadkowa Lulu

Czyli skąd Lukrecja?

Jakiś czas temu na boisku przed moim domem pojawiły się trzy kocięta. Najwyraźniej wyrosły w ciągu nocy, jak pieczarki. Okoliczne dzieci natychmiast zajęły się maluchami z typową dla swojego wieku hiperaktywnością i zapałem. Po upojnym tygodniu z kociętami w roli głównej rozdysponowały pomiędzy siebie podopiecznych, a ja odetchnęłam z ulgą,że nie muszę podejmować decyzji o zajęciu się jeszcze jednym bezdomnym stworzeniem. Ulga była krótka. Wieczorem przed wyjazdem do Barcelony zadzwoniła koleżanka. Okazało się, że mama jednego z dzieci kategorycznie nie zgodziła się na wzięcie kotka i kazała niechciany prezencik odnieść na boisko. Inna z kolei mama uznała, że jedynym rozwiązaniem w tej sytuacji jest odwiezienie kota do schroniska. W tle naszej rozmowy słyszałam rozpaczliwy szloch córki koleżanki, a za chwilę dołączyła do niego Lola. No bo jak – taki  maleńki kotek do schroniska? Taka malutka Ciapka wśród tylu obcych kotów? Przygnieciona ciężarem odpowiedzialności na bliżej nieznaną mi Ciapkę, ugięłam się – Dobra, weźmę tego kota, tylko błagam, zadzwoń i powiedz, że przyjadę po nią za kilka dni, bo nie uda mi się w ciągu wieczoru skołować opieki do dwumiesięcznego malucha. –

Czekała mnie jeszcze rozmowa z mężem, z gatunku tych poważnych. Bo mąż teoretycznie nie lubi kotów ani w ogóle czegokolwiek futrzastego plątającego się po domu. Teoretycznie oczywiście, bo kierowany atawistycznym instynktem posiadacza, natychmiast, kiedy uzna futrzaka za część obejścia, troszczy się jak nie przymierzając o własne dzieci. Mąż bez entuzjazmu, ale ze stosowną dawką współczucia i wyrozumiałości, wyraził zgodę.

Pojechałyśmy więc z Lolą po Ciapkę. I tu – nie wiem, gdzie zawiodła gorąca linia – czy koleżanka nie zadzwoniła, czy pani nie zapamiętała – Ciapka została wydana w dobre ręce. Zonk.

No i teraz następuje pytanie od cierpliwych czytelników – co ma do tego Lukrecja?

Szczerze – nie mam pojęcia. Pomiędzy stadem chudych maleńtasów w klatkach, panią gorliwie namawiającą do wzięcia choć jednego i Lolą, miotającą się w rozpaczy i nadziei jednocześnie – najwyraźniej jakieś synapsy mojego mózgu zawiodły. Mocno oszołomiona i zakłopotana odkryłam, że wracam wprawdzie bez zaplanowanej Ciapki, ale za to z małym piszczącym czarnym kłębuszkiem za pazuchą.

lulu

No i mam za swoje. Trochę jak z niemowlęciem – niby nieduże, a zamieszania wokół niej na całego. Piszczy toto, trzeba przytulać, o kuwecie przypomnieć, do miski naprowadzić, bo się gubi. No i mieć oczy naokoło głowy, bo ciągle mam stracha, że ją nadepnę – wtapia mi się w ciemną podłogę. Dobrze, że przynajmniej koty rosną szybciej niż dzieci…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s