wydaję wojnę

Wydaję wojnę przyrodzie ożywionej. Na świecie jest za dużo zwierząt, zwłaszcza tych niedużych. W ogóle nie wierzę w te ginące gatunki, no chyba, że wszystkie walczą o przetrwanie w moim ogrodzie.

Pająki porozpinały sieci, które podstępnie włażą mi do gęby, kiedy przechodzę między drzewami. Mszyce zeżarły mi róże i wiciokrzew. Ślimaki opchnęły moją sałatę, no, może nie do końca, ale zostawiły część, hmm, toaletową…A wątpię, żeby ślimacze odchody dodawały wartości odżywczej sałacie.. Żuczki wydepilowały mi śliwy do gołych nerwów (moich i drzewek). I jeszcze te, no, poskrzypki – one robią w liliach dziury! A przędziorki? Och, o mafii przędziorkowej mogłabym napisać tomy, zroszone łzami nad losem biednych kwiatków.

Pisałam już o komarach? Nie? No właśnie, komary….I ich przyjaciółki, meszki. Zgrana drużyna. Jedne atakują ramiona. Kiedy podrywasz się, żeby odgonić natrętów, zespół numer dwa wpija się w twoje łydki i pod kolana. Brrr.

Te większe stworzenia też nie lepsze. Chyba za dobra jestem, bo najwyraźniej sielskie życie Półkota i Tego W Łaty (nowy półkot ogrodowy) było niczym folder turystyczny dla wszystkich okolicznych futrzaków. Mój ogród przypomina teraz kocią Marszałkowską. Futra śmigają w prawo i w lewo, w kocimiętce jest wygniecione gniazdo, na które chyba zrobiły zapisy, bo jeden taki rudy pilnuje, kto teraz wchodzi. Parapety są oblepione futrem i śladami łapek. Co najgorsze, leją! Bezczelnie obsikały  mi fotele ogrodowe, co , jak rozumiem, miało być  zamiennikiem ręcznika, który rzucamy na leżak, żeby zająć sobie miejsce.

Niedawno siedziałam sobie na tarasie, usiłując ignorować ogólny harmider przyrodniczy, czyli wszystko, co mi brzęczało, bzykało i mruczało naokoło głowy.  Tłusty, czarny kocur, któy wylegiwał się przed tarasem,  z godnością dźwignął się z trawy, po czym kołyszącym krokiem udał się do garażu. Wyszedł po chwili, wyraźnie zadowolony i rozwalił się w kocimiętce. Nie minęło pięć minut, kiedy w jego ślady poszedł następny. Ja zaintrygowana, za nimi. Nie musiałam długo węszyć, żeby odkryć przyczynę tych przechadzek. Noż kurczę, toaletę sobie zrobiły!

Dość tego! Dość mojego bezsilnego pacyfizmu! Jeszcze chwilę, i dojrzeję do rozwiązań skrajnych. Skończy się pieczołowite zbieranie ślimaków do wiaderka i zanoszenie na łąkę. Skończy się zbieranie cholernych żuczków i poskrzypków, żeby sobie pożyły pod lasem. Skończy się kocie Forum Romanum. W cholerę! DDT wypuszczę na towarzystwo! Albo i coś gorszego! Tylko się zastanowię, czy przypadkiem w ten sposób nie zaszkodzę jaszczurkom. I tej małej ropuszce z kompostu. I pszczołom. No, i biedronkom. W sumie – ślimakom też, bo Lola je kocha. Zapomniałam, że kocha też pająki…

Ale sikanie musi się skończyć! Czy wystarczy, jeśli z nimi poważnie porozmawiam? I przedstawię opcję darmowej kuwety przy tarasie? Plus drinki gratis?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s