pudełeczko i małpy

Czyli moja niedziela. Nakręcona postKingowską paranoją na tle męża zabójcy, postanowiłam zejść rzeczonemu z oczu, kiedy wróci z Londynu. Rzecz jasna, nie bałam się, że mnie zaciuka natentychmiast na oczach strwożonych dziatek, no, ale jakiś komentarz mógłby wygłosić, gdyby przypadkiem przeczytał bloga (robi to czasami, twierdząc, że w ten sposób dowiaduje się, co u mnie słychać).

Poszłyśmy więc z Lolą do ZOO, w towarzystwie dziadka jako asysty. Z samą Lolą, gdyż Misiek nie ma odzwierzątkowej obsesji i generalnie zwierzęta go nie ekscytują. Jakże niesłusznie, gdyż okazało się, że mamy z nimi wiele wspólnego. Przykleiłyśmy się z Lolą do szybki, za którą siedział okazały goryl płci męskiej i oglądał TV. Nie były to rozgrywki sportowe „szympansy kontra orangutany”, ale jakieś obrazki  z życia – goryle iskały się, konsumowały gałęzie i ogólnie akcja jako żywo przypominała polskie seriale obyczajowe. Parę kroków od goryla siedziała jego małżonka, lekko znudzona i sfrustrowana brakiem zainteresowania. Od czasu do czasu rzucała w niego garścią piachu, w złudnej nadziei, że chłop oderwie się od ekranu. Ale on oczywiście totalnie ją ignorował.

Wróciłyśmy z ZOO bardzo późno. Zgadnijcie, o co najpierw zapytał mąż? Tak, zszedł ze schodów z miną spłoszoną i niedowierzającą (acha, winny!) i spytał:

– Kochanie, czy ja dobrze widzę? Poukładałaś mi skarpetki? –

– No, bo..jak by ci tu…no wiesz, bo.. –

Poddałam się. Przecież w życiu mu tego nie wytłumaczę.

– Wiesz co, po prostu przeczytaj sobie na blogu, to zrozumiesz –

Mąż przeczytał. Wstał i popatrzył na mnie lekko osłupiały, po czym wziął mnie za rękę i zawlókł na górę.

– Nie, nie, ja naprawdę nie chcę wiedzieć – jęknęłam, bo przecież jak będę wiedziała, to nasze życie się zmieni, i nie daj Boże, będę musiała go zrzucić ze schodów, jak u Kinga, a naprawdę jest miłym człowiekiem…

– Jakie do licha pudełeczko? Ach, to. No masz, popatrz sobie. W sumie to nie mam pojęcia, czemu to tutaj leży. Dostałem kiedyś w prezencie i musiałem odruchowo wrzucić do szafy. To chyba powinno leżeć przy orzechach, nie? –

Mąz  wyłuskał z pudełka mały zgrabny przyrządzik do otwierania orzechów. I popatrzył na mnie, zdaje się, że z lekkim politowaniem.

No, ale tak sobie myślę, że powinnam raczej poukładać w jego skrzynce z narzędziami:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s