czarna bezgwiezdna noc

„Czy wiedziała o nim wszystko? Oczywiście, że nie. Tak samo, jak on nie wiedział wszystkiego o niej(………)ale po dwudziestu siedmiu latach miała przekonanie, że wiedzą o sobie to, co jest ważne. To było udane małżeństwo, jedno z około pięćdziesięciu procent, które przetrwało tak długą drogę. Wierzyła w to niepodważalnie, jak wierzyła, że grawitacja trzyma ją przy ziemi, kiedy szła chodnikiem. Aż do tamtego wieczora w garażu.”

W którym to garażu miła pięćdziesięciolatka przypadkiem odkrywa, że jej równie miły, troskliwy mąż jest seryjnym mordercą, który uśmiercił w ciągu kilkudziesięciu lat sporą ilość kobiet.

Się zdenerwowałam z letka. Jako szczęśliwa od lat osiemnastu żona miłego, łagodnego,uporządkowanego człowieka. Bo to takie..przekonujące było. Bo wiecie, on miał takie małe pudełko w garażu, gdzie ona nigdy nie zaglądała. I w tym pudełku miał dokumenty tych lasek, co to je ukatrupił w wyrafinowany sposób. Bo on często wyjeżdżał, ten jej mąż. Niby że służbowo. Całkiem jak mój. I takie sympatyczny był, prezenty jej kupował i w ogóle. Całkiem jak mój. Ale garaż odpada. W garażu rządzę ja, bo tak mam swoje doniczki i ziemię do kwiatków. Poza tym jest za ciasny i za brudny na ukrywanie dowodów zbrodni.

Celem rozładowania negatywnych myśli zaczęłam wycierać kurz na półkach w szafie. Czego nigdy nie robię, bom leniwa. Poza tym przez te wszystkie lata, kiedy jestem żoną męża, nie interesowałam się jego garderobą w stanie złożonym, w sensie że na półce. Ani mu nie kupuję, ani nie układam, co najwyżej uprane skarpetki wcisnę do szuflady. Mężowska strona szafy jest zatem moim terra incognita.

No i tak wycieram, i myślę. A moje myśli są w ogóle nieposłuszne i mamroczą: powinnaś uporządkować mężowi skarpetki i pidżamy. Na pewno ci za to podziękuje i doceni twój żoniny trud (albo będzie cię chciał uśmiercić za poznanie mrocznych tajemnic skrytych między skarpetami). Uporządkowałam. Znalazłam zabłąkany sznurek i spinki do koszuli. Powinnaś poskładać mężowi pidżamy, to na pewno umocni wasz związek (albo znajdziesz skalpy ostatnich ofiar). Wśród pidżam były tylko skarpetki. Ośmielona odważyłam się zapuścić ściereczkę na półkę z tshirtami. Puk. Małe pudełko. Za małe na skalpy. Akurat na zakrwawione dokumenty ofiar. Się boję, i trzymam to pudełko tak, jakbym trzymała zdechłego skunksa. I myślę, myślę. No i po co mi to było, to całe sprzątanie? Odłożyłam troskliwie pudełeczko między tshirty. A niech tam, pomyślałam smutno, życia im nie zwrócę. A mąż taki miły…Ciekawa sprawa, bo właśnie wyjechał. Do Londynu. Gdybyście przeczytali o niewyjaśnionych morderstwach w okolicach Londynu w ciągu najbliższych 48 godzin, proszę, NIE piszcie mi o tym. Gdybyście przeczytali o gwałtownej śmierci Asi spod Warszawy, to znaczy, że mąż przeczytał ten wpis.

PS Moja aktualna paranoja ma związek z genialnymi minipowieściami Kinga „Czarna, bezgwiezdna noc”. Przeczytałam na jednym wdechu i zapłodniłam wyobraźnię. Jak widać skutecznie:-)

Polecam – albo i nie. To się okaże.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s