twarde negocjacje

– Mamooo, czemu nie mogę mieć takich urodzin jak w zeszłym roku? Było suuuper! –

Jęczydło chodzi za mną i jęczy.

– Bo po twoich ostatnich urodzinach musiałam sie regenerować przez tydzień. I drugi raz nie dam rady przez to przejść –

– Oj, mamo, zdegene…znerege…odpoczniesz sobie później. Zobaczysz, jak będzie fajnie –

– No, dobra, a jak bedzie padać? Wyobraź sobie, że przez całe urodziny musicie siedzieć w domu? –

Chwila milczenia. Moja twarz wyraża czystą zgrozę. Oczami wyobraźni widzę dziesiątki małych zabłoconych stópek i tyleż rączek, demolujących moje podłogi i wciąż czyste ściany, sok na szafach i ciasto na kanapie – czyli codzienność, ale razy dwadzieścia skumulowana w trzech godzinach koszmaru. Twarz Loli przyobleka błogi uśmiech. Chyba ma zupelnie inne wizje…

 Siadamy do stołu i negocjujemy. Twardo.

– Może zrobimy rodzinne urodziny? – proponuję ze sztucznym entuzjazmem – Wiesz, babcia, ciocia, dziadek…dostaniesz prezenty – kuszę niezręcznie.

– Co??? Co to za impreza tylko z rodziną?! – krzyczy młodociana balowiczka – Poza tym prezenty od babci i cioci i tak dostanę, nawet jak nie przyjdą na urodziny –

 Wychowałam potwora. Dobra. Moje ustępstwo. Zgadzam się na średnią wieku gości – osiem lat.

Na salę zabaw  nie mam  kasy. Ustępstwo Loli.

Robimy w domu – niech będzie, ustępuję ja.

NIE MA MOWY, żebym znowu robiła za kaowca dla takiej ilości nadpobudliwych dzieciaków, jak rok temu. No, wreszcie. Lola ustępuje.

– No dooobra – nie mówię, że ustępuje chętnie – niech ci będzie. To ile?

– Sześć –

– Sześć?!! Mamo, ja mam więcej najlepszych przyjaciółek! Piętnaście – liczy na palcach mozolnie – wychodzi mi piętnaście –

– Dziesięć. I ani sztuki więcej! –

Wstaję od stołu negocjacyjnego. Koniec, mam swoją godność:-) Nie mogę sie dać zakrzyczeć ośmiolatce.

– Dobra, dobra – Lola pospiesznie wycofuje się na z góry upatrzone pozycje – to napiszę listę gości.

Już po dwóch godzinach szarpania sobie włosów z głowy i bolesnych wyborów (- mamo, ale ja lubie Maćka, Franka i Piotrka, i którego mam zaprosić? -. –  tego, kto ma najlepsze oceny z zachowania – podrzucam chytrze) mamy gotową listę. Teraz termin.

W najbliższą sobotę? Pogoda ma być paskudna, wykluczone (vide zagłada domu Usherów). W następną sobotę? „Druga najlepsiejsza” przyjaciółka Loli ma urodziny, nie możemy się zdublować, ani nawet udać, że nie wiemy, bo zaproszenie już mamy. Kolejna sobota? Święta. No trudno. Nie mogę zrobić Loli urodzin miesiąc po terminie, nawet gdybym chciała, bo Lola się wykończy nerwowo w oczekiwaniu.

Dobra, niech będzie najbliższa niedziela. Drukujemy zaproszenia z internetu. Zaczynam mozolnie wypisywać z bólem wybrane nazwiska gości i datę. OK. Gotowe. Ostatni rzut oka. JA PIERNICZĘ! Dziesięć razy pieczołowicie wypisałam tę datę i nie załapałam. 10 kwietnia. No tak….Właśnie załatwiam dziecku ostracyzm towarzyski – przecież żaden szanujący się,  bogojczyźniany Polak nie wyśle dziecka na imprezę w TAKIM dniu.

Zostaje następna niedziela. Mam jeszcze parę dni. Na zebranie sił. Lola na dociśnięcie mnie do muru i zwiększenie liczby gości. Zobaczymy, jak to się skończy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s