D- day

Dzisiaj D- day. Misiek pisał test szóstoklasisty. Mniej więcej na 10 minut przed wyjściem z domu zaczął się minimalnie tym faktem przejmować. To znaczy, zainteresował się, czy mamy jakiś czarny długopis i czy przyjadę po niego, jak skończą. Doprawdy, ta zrelaksowana postawa kiedyś się na nim odbije! Albo i nie, i dzięki temu będzie miał najzdrowsze serce i nerwy  w rodzinie…W każdym razie już po. Wyszedł niespiesznie, schował do kieszeni długopis i oznajmił, że chyba ma dwa błędy, ale jakoś to będzie. Cóż, wygląda na to, że ma rację, bo jakie to w końcu ma znaczenie? Skoro podobno tego testu nie da się nie zdać?

Przez ostatni miesiąc prowadziłam osobistą, rodzinną agencję reklamową „Wybierz najlepsze gimnazjum”. W związku z tym odwiedziłam przekrój gimnazjów w bliższej i dalszej okolicy. Zapoznałam się z bogatą ofertą edukacyjno – wychowawczą. Przyjrzałam się odmiennym systemom nauczania i standardom placówek. Po co? Po to, żeby mój syn mógł mi oznajmić,  że generalnie mogłam sobie darować, bo on idzie do nabliższego gimnazjum przy swojej szkole podstawowej. No i po cholerę rozwijałam sztandary rodzicielskiej opdpowiedzialności i zaangażowania?!

Doskonałe gimnazjum społeczne w Warszawie – małe, z rewelacyjnymi wynikami, ze świetną ofertą niemal indywidualnego toku nauczania. Niestety skutecznie ignorujące jakiekolwiek zajęcia sportowe. Wymagające bardzo intensywnej pracy intelektualnej. Lekcje kończące się o 16- 17 plus godzina dojazdu plus następnie nauka i odrabianie lekcji pewnie do 22.

Misiek powiedział, że on niekoniecznie na ochotę na taki maraton. Zwłaszcza, że zarówno szachy jak i liga piłkarska odeszłyby w siną dal z powodu braku czasu.

Wypasione prywatne całkiem niedaleko od domu. A, ę, high life i bon ton. Hilton dla gimnazjalistów, których rodzice dysponują wystarczającą na sfinansowanie tego gotówką. Za to uczyć się już specjalnie nie trzeba, wystarczy dobry imidż.

Misiek kategorycznie odmówił. Bo, jak stwierdził, on jest normalny i chce chodzić do normalnego gimnazjum. Ależ ta młodzież ma teraz wymagania. Normalny, się, kurna, znalazł! Normalność w naszym wypadku wygląda tak:

Wiejskie gimnazjum przy szkole Miśka. Małe. Biedne. Z doskonałymi wynikami nauczania i fatalna kadrą nauczycielską (nie pytajcie jak to możliwe, podobno dzieci na korkach ciągną). Ze spotkania rekrutacyjnego wyszłam jak żołnierz  wrześniowy – ze spuszczoną głową, powoli. Misiek z typowym dla siebie wyrazem zrelaksowania na twarzy.

– I co, dziecko – pytam go znębiona – chyba sobie darujemy? –

– No co ty, mamo, gimnazjum, jak gimnazjum…-

– Ale…mundurki każą nosić, nienawidzę tych cholernych mundurków –

– Spoko, mundurki też dla ludzi –

– Ale, Misiek, czy ty widziałeś te wnętrza? Przecież wy sobie na głowy powłazicie z tej ciasnoty-

– Eee tam, przyzwyczaiłem się, w podstawówce też ciasno –

– No, ale – wytaczam ciężkie działa – chyba słyszałeś o tych nauczycielach?-

– Jakoś dam radę, mamo, w końcu tu też ludzie zdają z klasy do klasy –

No. I tyle z moich wysiłków wyszło. Zrezygnowana spędziłam wczorajszy wieczór na papierkologii – podanie, ankieta, podanie numer dwa, druczki i oświadczenia dla przyszłej placówki edukacyjnej mojego syna. I tak mi strasznie smutno było, że hej.

Wcale nie wiem, czy dobrze robię. Ale w końcu to nie moje życie. Skoro pozwalam mu wybrać światopogląd, nie mogę odebrać mu wyboru szkoły.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s