Półkot i opozycja podwórkowa

Półkot mi się zbiesił. Najwyraźniej uznał, że czasy opozycji się skończyły i czas znaleźć sobie stołek, a nawet kanapę w kręgach władzy.

Pisałam już kiedyś, że mam półtora kota – kota właściwego, wybranego przez społeczeństwo, oraz Półkota, który uznał, że wkręci się przez zasiedzenie do rządu. Rozlokował się więc w moim ogródku i prowadzi subtelną wojnę podjazdową, obliczoną na przejęcie władzy.

Półkot czeka na mnie rano, kiedy wychodzę z domu. Odpracowuje poranny rytuał miauknięć, miziania, ocierania się o nogi i ogólnego podlizu, dostaje śniadanie, które rąbie ze zdrowym apetytem, po czym wraca do procederu dawania mi do zrozumienia, że jestem ogólnie rzecz biorąc cudowna. Wieczorem wyczuwa jak radar mój powrót i czeka pod garażem, z ogonem postawionym radośnie do góry, po czym powtarzamy rytuał pochlebstw i karmienia. W wolnych chwilach, kiedy Półkot nie jest zajęty kocimi sprawami, wpada do mnie, żeby przytulić się na chwilę albo przynajmniej popatrzeć rozkochanym wzrokiem przez kuchenne okno.

Inka, mój kot właściwy, ma do Półkota stosunek typowy dla relacji – władza – opozycja. Kiedy Półkot pojawia się na widoku, Inka wskakuje na najwyższy w otoczeniu punkt. Siedzi tam zjeżona i mamrocze pod nosem bardzo brzydkie inwektywy, chociaż stara się w mojej obecności nie atakować Półkota zbyt intensywnie. Może dlatego, że dałam jej do zrozumienia , że zasadniczo żadna władza nie jest wieczna, a w ogóle to mogłaby brać przykład z kolegi, a nie robić mi łaskę, że do michy podejdzie.

Niestety zakusy Półkota na przejęcia rządów są skazane na niepowodzenie. Popiera go wprawdzie połowa społeczeństwa, czyli ja i Lola, jednak druga połowa, czyli mąż i Misiek, jest zdania, że król jest tylko jeden i nie ma mowy o żadnej dwuwładzy.

Półkot jednak głupi nie jest.  W obecności męża udaje zwykłego podwórkowego kota (ja tędy tylko przechodziłem), dopiero kiedy widzi mnie, pokazuje na co go stać.

No i wczoraj odbyła się  demonstracja, a może próba przejęcia władzy? Półkot skorzystał z niedomkniętych drzwi, rozwinął sztandar, czyli ogon wielki puchaty, i wmaszerował prosto do pokoju. Gdzie, zerkając spod oka na Inkę, ulokował się na środku kanapy.

Inka osłupiała. Widziałam, jak przez chwilę myśli gorączkowo, co zrobić? Na wyciąganie haków (typu podrzucenie ogryzionej myszy) za mało czasu, na zrobienie czarnego piaru też.

Wybrała wariant – jesteśmy z ludem, a lud nas popiera. Wlazła mi na kolana, mocno spięta i zjeżona i zastygła tam, cicho warcząc. Półkot leżał, też nieco zjeżony i spięty z powodu własnej odwagi. Ja siedziałam i trochę bałam się ruszyć. Bo eskalacja konfliktu mogłaby się odbyć na przykład na stole, gdzie stoi moja doniczka z żonkilami. W końcu przerwałam impas. Inka została nieco wbrew swojej woli ulokowana w łazience, a Półkot, hmm, też wbrew swojej woli, wrócił do ogródka.

Teraz jest chyba urażony. Nie przyszedł na śniadanie. Martwię się, czy wróci. Nie wiem, jak mu wytłumaczyć, że taki układ to całkiem zdrowy układ. Władza bez opozycji ma skłonność do marazmu i olewania społeczeństwa, a z kolei opozycja ma zdecydowanie więcej wolności, no i sympatię ludu.

Półkocie, wróć! Ponegocjujemy. Może dogadam się z Inką i odpali ci kanapę choć na jeden wieczór w tygodniu?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s