Kocie siki i patologia

– Czemu tu śmierdzi kocimi sikami? –

Człowiek z pracy skonany wrócił. Założył ulubiony dresik. Z przyjemnością odkrył, że małoletni zgodnie siedząc przy koputerze, komponują jakąś wielopokoleniową rodzinę w Simsach. Z lubością przywlókł kocyk w okolice kanapy, wydłubał z półki świeżo pożyczoną lekturę i nawet otworzył nową paczkę gorzkich ziółek. Ziółka zaparzył, postawił na ławie, tuż obok wafelka, i już zawisł dupą nad kanapą, kiedy poderwało go straszliwe doznanie węchowe. Siki kocie mianowicie.

 Uwierzcie lub nie, każdy właściciel kota wyczuje taki zapaszek natychmiast. Zwłaszcza takiego kota, który okres nastoletniego buntu spędził obsikując narzuty, koce, poduszki, łóżka i cokolwiek mu pod cewkę moczową popadło. Ale przecież Inka już nie sika? Znaczy, na pewno wydala, ale dyskretnie, kulturalnie, w ogródku sąsiadów. Już ze trzy lata co najmniej nie popuściła nawet kropelki w domowych pieleszach! Może chora?

– Misiek, czujesz siki? –

Mój syn nie czuł. Moja córka powiedziała, że coś czuje, ale nie wie co, w dodatku jest zajęta, bo jej żona właśnie będzie rodzić dziecko. Byłam tak zdekoncentrowana  bodźcem zapachowym, że nie zwróciłam uwagi na to wyznanie i poderwałam tyłek, żeby powęszyć. Eau de kot unosiła się wyraźnie w obrębie kanapy. Poduszki? Starannie obwąchałam po kolei każdą z nich. Nie, to nie to.

– Znudziło mi się to dziecko, nic nie mogę przez nie zrobić – usłyszałam zniechęcony głos Loli 

Postanowiłam odłożyć wykład o odpowiedzialności rodzicielskiej na później i zanurkowałam pod kanapę. Kurz, dwie piłeczki, 50 groszy, skarpety Miśka, mnóstwo kredek. Ale nie śmierdzi. Wychylam głowę do góry – śmierdzi. Wsadzam pod kanapę –  nie śmierdzi.

– Przestań je karmić, to przyjdzie opieka społeczna i ci je zabierze – życzliwa porada Miśka poderwała mnie spod kanapy tak szybko, że huknęłam głową o ławę.

-Człowieku, co ty jej opowiadasz? ..Eee, zaraz, tu jakby śmierdzi bardziej? – po raz kolejny nie mogłam podjąć tematu, bo zapach się nasilał.

– Gadaj zaraz, cholero, siknęłaś? I gdzie, błagam, gdzie? – Inka rozparta na fotelu spojrzała na mnie tylko jednym wpółotwartym okiem, ale to wystarczyło. Bezbrzeżna pogarda kapiąca z zielonego ślepia wypaliła mi dziurę na czole. Przekaz był czytelny: Ona sika, gdzie chce. Ale. Ona nigdy nie sika w domu i mam sobie odpuścić te głupawe insynuacje. Jeśli będę podtrzymywać te niedorzeczne oskarżenia, ona pójdzie na górę, gdzie dopiero mi pokaże jesień średniowiecza na przykład w mojej świeżo posprzątanej szafie.

Otrząsnęłam się nerwowo. Zwłaszcza że jednocześnie moje czujne ucho wyłowiło dalszą część perory Miśka: – Ja kiedyś moje dziecko zamurowałem w pokoju i dopiero mi je zabrali –

Byłam bliska paniki. Przebywałam w jednym pomieszczeniu z młodocianym przestępcą, morderczo nastawionym kotem i natrętnym zapachem kociego moczu. Jedynym wyjściem wydawała mi się szybka ewakuacja. Tylko ten, no, prowiant na drogę trzeba. Wafelek, ziółka…eee, zaraz, ziółka…Dziwne.

– Hi, hi, mamo, co ty tak śmiesznie robisz? – rechot Loli oderwał mnie od faktycznie dziwnej czynności: klęcząc przy ławie wykonywałam coś w rodzaju pokłonów nad parującym kubkiem ziołowej herbaty. No, ale uwierzyć nie mogłam, słowo daję: nachylam sie nad kubkiem – śmierdzi, podnoszę, przestaje.

Nowa herbatka o aromacie kociego moczu została wyrzucona, kota przeproszona, Misiek opierdzielony za przekazywanie niewłaściwych wzorców, Lola pouczona w temacie właściwej opieki i odpowiedzialności. Wieczór jakoś się nie udał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s