Zupełnie nowy nałóg

– Jak to jesteś głodna? Godzinę temu robiłam tosty na kolację. Co, trzy godziny temu? Przesadzasz, zresztą, idź do lodówki i coś sobie wygrzeb –

– Nie ma mowy, sprawdzisz sobie jutro. Czemu teraz, czy to nie wszystko jedno, kiedy się dowiesz, czy wygrali, czy przegrali? Oj, daj spokój, dziecko, sprawdzę później, napiszę ci na kartce, to sobie rano przeczytasz…-

– Kochanie, błagam, połóż Lolkę spać, bo ona mi tu głowę wsadza i nie widzę. Jak to mecz oglądasz? No dobra, ferie są, nich się jeszcze poplącze. Tylko, Lola, żabko, idź przytulić się do tatusia…-

– Dajcie że mi wszyscy wreszcie spokój, do cholery. Człowiek nie ma w tym domu w ogóle czasu dla siebie! –

Tak wyglądał mój wczorajszy wieczór. Oczywiście do momentu, kiedy wszyscy poszli spać, a ja zostałam nareszcie sam na sam z komputerem i grą zręcznościową w układanie kolorowych kamyczków…

Może trudno w to uwierzyć, ale nigdy w życiu nie grałam w żadne gry komputerowe. Uwierzą może ci, którzy przeczytali o moim ogólnie niechętnym stosunku do zagadnień informatycznych.

To wszystko przez Wildfemale, która mnie kusiła, kusiła, aż skusiła tymi swoimi gierkami na blogu! A jak już odkryłam satysfakcję płynącą z przejścia do następnego etapu, gwoździem do trumny okazała się gra od kolegi Maurycego, czyli karmienie zombiaków hamburgerami. Czułam się tak sfustrowana tym, że mi nie wychodzi i że w rezultacie wciąż pożerają mnie  zombie, że postanowiłam potrenować w domu na czymś prostszym o podobnej zasadzie.

No i  zaczęłam trenować…Moje dzieci, na początku ubawione niecodzienną aktywnością mamusi, szybko zaczęło się niecierpliwić. Lola wisiała mi nad głową i jęczała, ze się nudzi, Misiek krążył jak sęp, usiłując odzyskać swoje terytorium, mąż chciał mi coś opowiedzieć…

Nie do wiary, jak bardzo rodzina przeszkadza w realizacji swoich rozrywek i planów. Skandal! Czy oni nie rozumieją, że to nie książka, którą można odłożyć? Przecież stracę punkty! Nie przejdę na następny poziom! Spadajcie!

W końcu zrezygnowany mąż zabrał małoletnich na górę, a ja z rozkoszą oddałam się mojemu nowemu nałogowi. No, wreszcie cisza! Ja i kolorowe kamyczki. Ha! Już dwunasty poziom, ale jestem boska…

O wpół do dwunastej  z góry zszedł cierpiący na bezsenność Misiek. Stanął przy mnie cichutko i popatrzył na upadłą rodzicielkę (błędny wzrok, włos zmierzwiony, wypieki na policzkach).

– Oj, matka, matka – westchnął i poklepał mnie po ramieniu – naprawdę jestem z ciebie dumny! –

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s