Dziewczynka z zapałkami

Nie od dzisiaj uważam, że rodzicielstwo niesie ze sobą nieustanne nabywanie nowych doświadczeń i umiejętności: pierwsza pomoc w nagłych wypadkach, trenowanie ponaddźwiękowej prędkości, wytwarzanie wewnętrznego GPSu, jasnowidzenie i inne takie. Chyba muszę do tej listy dołączyć krótkie szkolenie przeciwpożarowe.

W sobotę wieczorem była wichura, zaczęło migać światło. Na wszelki wypadek postawiłyśmy z Lola na stole zapaloną świeczkę, żeby nie było paniki w razie awarii prądu. Świeczka romantycznie migotała, a ja oddaliłam się celem zrobienia kolacji. Za chwilę do kuchni przytuptała Lola, stanęła przy mnie, oczka do góry wzniosła i powiedziała nieśmiało – Wiesz, mamusiu, chyba zrobiłam pożar –

Porzuciłam krojenie chleba i udałam się do pokoju. Faktycznie, na stole pudełko papierowych chusteczek buchało radosnym płomieniem, obok kłąb tychże chusteczek, palący się żywym ogniem, przypiekał systematycznie pilota od telewizora i zgrabnymi jęzorkami docierał właśnie do stosu gazet leżących obok.

Musiałam chyba wyglądać dość głupio, lecąc z pudełkiem płonących chusteczek do kuchni. Pożar ugasiłam w miarę szybko, nie tracąc czasu na zbędne upominanie winowajczyni. Ale kiedy już nic się nie paliło, a na stole został nadtopiony pilot od telewizora, trochę spalonych chusteczek i chmura białego popiołu, jednak nie wytrzymałam: – Dziecko, możesz mi powiedzieć, co ty właściwie chciałaś zrobić? –

Nie uzyskałam odpowiedzi, bo do Loli właśnie dotarło, co przeskrobała, i wybuchnęła potępieńczym szlochem. W przerwach informując mnie, że ona tylko chciała sprawdzić, czy chusteczki się zapalą od świeczki (no coż, efekt doświadczenia – pozytywny). Misiek, nie wiadomo dlaczego, przejął się dramatem siostry i zaczął ją pocieszać:

– Nie płacz, Lola, to się mogło zdarzyć każdemu. Ja też tak kiedyś zrobiłem – łypnął z ukosa w moją stronę, żeby zobaczyć, czy nie słyszę, ale udawałam, że jestem bez reszty pochłonięta czyszczeniem stołu. – Pamiętasz tę plamę na mojej wykładzinie? – ciągnął dalej przyciszonym głosem – kiedyś paliłem świeczkę w moim pokoju i ją wywaliłem na wykładzinę, i się trochę spaliła – Acha, czyli ta wielka czarna plama na środku pokoju Miśka to nie jest efekt naturalnego zużycia, co próbował mi wmówić mój syn przez ostatnie miesiące? Dobrze wiedzieć… Pocieszenia odniosły jednak skutek, Lola przestała szlochać i zajęła się zamiataniem popiołu.

A ja zajęłam się planowaniem domowego szkolenia przeciwpożarowego.

Mąż, sprawdziwszy, że pilot działa, uznał, że nie ponieśliśmy szkód materialnych i w związku z tym ograniczył się do uwagi:  – Na przyszłość zapamiętaj sobie córko, że dziewczynka plus zapałki równa się pożar – .

– Czy to znaczy – wtrącił Misiek swoje trzy grosze – że pożar minus zapałki równa się dziewczynka? –

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s