Lola się otwiera

Ulubiony sklep Loli, czyli H&M. Stoimy w kolejce do kasy. Lola w fazie galopującego słowotoku (czyli swojej normalnej, ale to wiem tylko ja). Lola podaje pani wybraną przez siebie bluzeczkę i startuje:

– A wie pani, że ja tu widziałam takie śpioszki z napisem ACDC (czyli w wykonaniu Loli acedece)? Takie dla malutkich dzieci –

Pani rzuca jej profesjonalny uśmiech prokliencki (pierwszy błąd, bo Lola czuję się zachęcona do dalszego ciągu)

– To ulubiony zespół mojego brata. No ale mój brat jest o wiele za duży na te śpioszki, bo ma już 12 lat. Przecież by się nie zmieścił, prawda? Ale już niedługo będzie jeszcze większy i wtedy sam urodzi dziecko i mu kupi takie śpioszki. No, w sensie, nie że on urodzi, bo to by było głupie, ale jego żona mu urodzi, jak będzie miał żonę –

Lola zawiesza się na sekundę, pani popełnia błąd numer dwa, bo posyła jej kolejny, całkiem nieprofesjonalny uśmiech, co natychmiast Lolę odblokowuje:

– Bo mój brat jest bardzo ładny, na pewno znajdzie jakąś żonę. Ale myślę, że mógłby już teraz kupić takie śpioszki na wszelki wypadek, tylko nie wiem, czy ma pieniądze. Bo mama nam zapomina dawać kieszonkowe. A teraz to nie wiem, czy w ogóle nam da, bo nie ma pracy. Ale za to będzie mnie odbierać ze szkoły. A Misiek to lubi też inne zespoły, tylko nie wiem, czy są na śpioszkach. Bo wie pani, że ja umiem czytać i mogłabym sama sobie przeczytać, czy są. Ale wie pani, jakie jest moje marzenie?  Żeby to tata odebrał mnie ze szkoły, bo on tylko RAZ odebrał mnie ze szkoły…

 Stłumione parsknięcia współkolejkowiczów za moimi plecami  wyrwały  w końcu z transu zarówno Lolę jak i panią, która od dłuższej chwili zaprzestała pakowania i wpatrywała się w moją córkę lekko osłupiałym wzrokiem. Ponieważ mnie też w końcu odblokowało, zdołałam  ekspresowo zapłacić i zwiać ze sklepu, wlokąc za sobą Lolę. Która nie kryła rozżalenia, gdyż miała przecież jeszcze tyle do powiedzenia tej miłej pani…

Chyba zacznę kupować jej koszulki w innym sklepie.

PS Ale i tak jestem Loli szalenie wdzięczna, bo w  prosty sposób pozbawiła mnie dylematu okołokolędowego. Pamiętacie moje rozterki? W poniedziałek miała być kolęda. Wpadłam do mojej mamy pożalić się trochę, i nagle Lola, która cichutko siedziała przy stole, eksplodowała gwałtowną rozpaczą. W sekundę jej buzia zalała się łzami jak grochy, a Lola skoczyła, złapała mnie za rękę i wykrzyczała: – To dzisiaj? Błagam, mamo, błagam cię na wszystko, nie weźmy księdza na kolędę!!!! –

 Obie z mamą spojrzałyśmy na nią z osłupieniem.

– Siostra powiedziała, że jak przyjdzie ksiądz, to będzie nas pytał z książki do religii, bo tam na końcu są takie modlitwy i on ma nas odpytać i postawić nam oceny – piszczała Lola na jednym wdechu – A ja ich nie umiem! Nie umiem w ogóle żadnej wcale i tylko znam Pożegnanie!!! –

Teraz zamarłyśmy już totalnie spłoszone:

– Jakie pożegnanie, skarbie? – spytała moja mama ostrożnie

– No, to takie, w imię ojca…co trzeba taki krzyżyk zrobić…- zbyła nas niecierpliwie Lola, wciąż na dnie rozpaczy.

Aaaa, to pożegnanie…No i po kłopocie. Nie sądziłam, że będę musiała solennie zapewniać Lolę, że na pewno nie przyjmiemy księdza po kolędzie, ale nie narzekam:-) Wygląda na to, że szkolna religia powolutku odziera moją córkę ze złudzeń.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s