Drogi Panie Freud

Do:

Zygmunt Freud, Odmęty Piekieł Dla Psychoanalityków

Drogi Zygmuncie,

Dziękuję za Twoją ostatnią odpowiedź na dręczące mnie pytanie. Teraz już rozumiem, co oznacza cyklicznie śniący mi się strażak w spodniach na szelkach, trzymający  w ręku garść makaronu, która krzyczy głosem Loli – ratunku, pali się. To wiele zmieniło w moim życiu osobistym…

Teraz chciałabym pozawracać ci głowę (swoją drogą, bez przesady, cóż Ty masz tam do roboty?) innym problemem: Jak to się dzieje, że sama nie widzę siebie tak wyraźnie, jak widzą mnie inni? Przecież lustro i wieloletnia obserwacja powinny uczynić ze mnie poniekąd eksperta od mojej własnej psychiki. Dlaczego więc ludzie, którzy znają mnie z krótkich tekścików wrzucanych do bloga, znają mnie lepiej niż ja sama?

Trochę mnie to martwi, bo: primo – oznacza, że sama nie wiem, jak funkcjonuję, secundo – że pomimo to wszyscy naokoło widzą to doskonale.

Przeczytałam jeszcze raz uważnie wszystkie komentarze do mojego ostatniego wpisu (rzuć okiem, Zygmuncie, proszę) i widać jak na dłoni: ONI mnie znają. I załapali od razu, że moje zblazowanie i bufonada pokrywają dość żałosne kompleksy i poczucie niższości. I to, że jestem jak Lola – mieszanką egocentryzmu (wszyscy będa na mnie zwracać uwagę) i niskiej samooceny (i nie spodoba im się to, co zobaczą)

Żałosna i krępująca obserwacja, nieprawdaż? Sądzisz, że z czasem (bo że z wiekiem, to bym nie liczyła) wyleczę się z tego? W końcu sam przyznaj, że nasz długoletnia znajomość pozwoliła mi wyzwolić się na wielu różnych płaszczyznach, na przykład już nie boję się iść do fryzjera ani lekarza, a raz nawet wystąpiłam publicznie przed dużą widownią i nie posikałam się z tego powodu…

Proszę tylko, nie sprowadzaj wszystkiego do urazów dzieciństwa ani kompleksu Elektry, ani do obsesji węża ogrodowego, słowo daję, nie o to chodzi!

I daruj sobie to, co już stwierdził mój mąż po przeczytaniu komentarzy: bo do ciebie to sami inteligentni ludzie piszą (bo on był tendencyjny).

Pozdrawiam, Twoja  Asia

PS. Pytasz, co z balem? Dziwne, Zygmuncie, możesz to sobie porozważać w wolnej chwili: przeprowadziłam z mężem dyskusję, która dowiodła, że chyba jesteśmy całkiem dobrym małżeństwem. Ja zaczęłam mówić, że dobrze, pójdę i spoko, a mój mąż zaczął mówić, że rozumie i że naprawdę nie muszę i też spoko, nie ma problemu…Po osiągnięciu całkiem przeciwstawnych stanowisk niż na początku zgodziliśmy się, że pójdzie sam mąż, a ja pójdę na następną, trochę mniejszą imprezę, ze śpiewem na ustach. Naprawdę dziwne to wszystko…

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s