Niech żyje bal…

Mąż. Niby nic, a wieczne utrapienie. A taki się spokojny wydawał na początku. A teraz, co chwila nowy wyskok…

Mąż chce, żebym poszła z nim na Bal Dziennikarzy. Ja chętnie pójdę z mężem na koniec świata (jeśli będę miała wygodne buty, nie będę musiała nieść Loli na barana i na końcu świata będzie czekać kanapa i kocyk) ale już na taki bal to niekoniecznie. Nie, wróć, w ogóle, pod żadnym pozorem i straszliwie nie chcę iść na ten bal! Odmawiam konsekwentnie już od dziesięciu lat. Mąż sięga po coraz intensywniejsze środki nacisku. Nie posunął się jeszcze do przekupstwa i przemocy, ale zaczął operować, dość sprawnie, przyznaję, szantażem emocjonalnym: gdybyś mnie kochała, wiedziałabyś, że to dla mnie ważne i poszłabyś bez problemu.

Lubię męża. Nie lubię szantażu. Nie lubię bali. Co robić?!

Oto krótka ankieta celem zmotywowania mnie do: a) dania stanowczego odporu okupantowi b)złamania się i pójścia na bal.

Minusy:

konieczność spędzenia wieczoru i połowy nocy w towarzystwie gromady pretensjonalnych snobów ubranych w kosztowne stroje, z których nie znam absolutnie nikogo (bo starannie dobieram sobie znajomych)

kilkugodzinna konieczność utrzymania na twarzy radosnego uśmiechu, a na nogach szpilek

 wysoce prawdopodobna konieczność grzecznościowej konwersacji (nie lubię, choć sobie radzę) i nawet, o zgrozo,  tańca (nie lubię i definitywnie nędznie sobie radzę)

przymus zorganizowania opieki nad małoletnimi, czego z różnych bardzo osobistych względów na razie wolałabym uniknąć

kilkugodzinna konieczność utrzymania w pamięci skojarzenia nieznanej twarzy z nieznanym imieniem lub nazwiskiem (dla mnie, uwierzcie, mega wyczyn, na co dzień zmagam się z tego rodzaju demencją, która nie pozwala mi kojarzyć twarzy z imieniem przez dłuugi czas)

występowanie jako Żona Swojego Męża, czego z całego serca nienawidzę, bo czuję się wtedy jak umiarkowanie pasująca i dość tandetna spinka przy wytwornym smokingu

Plusy:

sprawienie przyjemności mężowi, który definitywnie zasługuje na sprawianie mu przyjemności

darmowy alkohol (ale i tak nie mogę nadużyć, bo wypadnę z roli albo ze szpilek)

mogę szantażować męża tym balem przez następny rok przy każdej możliwej sposobności:-)

Pomożecie mi podjąć decyzję? Nie mówię, że od razu w podskokach się zgodzę, ale przyda mi się obiektywne spojrzenie na balowy problem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s