no dobra, obciach – reaktywacja

Pamiętałam! W przeciwieństwie do poprzedniego roku, kiedy to gnałam spóźniona i zestresowana, że za chwilę mnie zamkną w przytulnej celi albo obciążą finansowo równowartością kilku par butów, w tym roku postanowiłam przechytrzyć system. I pamiętałam, i chodziłam dumna, że pamiętam, przez cały ostatni tydzień. I tak się doczekać nie mogłam, upojona własną przemyślnością, że pojechałam na badanie techniczne calutki tydzień wczesniej.

Pomna przeżyć zeszłorocznych, postanowiłam się solidnie przygotować. Sadystom, uwielbiającym czytać o upokorzeniach bliźnich, polecam ten wpis

 Zaparkowałam sobie zgrabnie przed wejściem do biura i oddałam się memoryzowaniu (prawda, jakie ładne słowo?) poszczególnych elementów przeglądowych. Fakt, przyznaję, mogłam wygladać trochę dziwnie, siedząc w samochodzie, gadając do siebie, podnosząc na zmianę obie ręce (lewa, prawa, lewa, prawa, kretynko, prawa to ta od łyżki) i poklepując różne fragmenty deski rozdzielczej. Ale to naprawdę nie tłumaczy tego, że pani z kasy przysunęła fotel do witryny, żeby mieć na mnie lepszy widok.

Za to wjechałam do hali pewna i dumna. Miłego mechanika Władka nie było widać na horyzoncie, za to był starszawy, potwornie ponury koleś, który wyglądał tak, jakby jeszcze przeżywał problemy trawienne z Sylwestra. Ale co tam, tym razem byłam jak żyleta. Nie dość, że wiedziałam, gdzie się otwiera maskę, to jeszcze bezbłędnie rozróżniłam kierunkowskazy i , o cudzie, wiedziałam, gdzie mam światła przeciwmgielne!

Emanowałam taką dumą i samozadowoleniem, że blask mego szczęscia spłynął nawet na ponurasa, który łaskawie uznał, że mój samochód, nawet z przepalonym światłem pozycyjnym, nadaje się do dalszej jazdy i na koniec posłał mi coś w rodzaju ćwierćuśmiechu.

W podskokach i z przyśpiewem podążyłam do kasy, żeby opłacić chwilę mojej satysfakcji. Wprawdzie pani w okienku, pomna dziwacznej pantonimy, jaką odstawiłam wcześniej, spojrzała na mnie ze wstrętem, ale oślepiłam ją blaskiem stuwatowego uśmiechu. Pod wpływem takiej ilości luksów pani stopniała i zaczęła w nastroju przyjaznym wypisywać rachunek. Po czym na koniec dokładnie obejrzała mój dowód rejestracyjny ze świeżutką, jakże zasłużoną pieczątką. Obejrzała, spojrzała na mnie, jeszcze raz na dowód…W końcu bardzo ostrożnie i łagodnie spytała: – A czemu pani właściwie przyjechała na przegląd? Bo wie pani, termin mija w styczniu, ale dopiero za rok…?-

Ehmm. Wczytałam się dokładnie w poprzednią pieczątkę. Cóż, faktycznie, w przyjętym w Polsce systemie zapis 11.01.12 można przeczytać i w ten sposób, czyli jedenastego stycznia roku dwunastego….

Moje sto watów zgasło jak po awarii bezpieczników. Wzięłam od pani dowód, pozamiatałam szybciutko resztki godności własnej z podłogi i oddaliłam się chyłkiem. Ja pitolę!

Teraz mam w dowodzie piecząteczki datowane kolejno na: 11.01 12 i 03.01.12. Kiedy powinnam pojechać na następny przegląd? Może policzyć to za dwa lata i pojawić się w dwutysięcznym trzynastym? Hę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s