wilkołak?

Sypie się. Przecież miała się nie sypać. Bo podobno nigdy sie nie sypią. Jodły znaczy, bo zawsze mieliśmy świerk. Który sypał. Obserwacja tegoroczna – jodły też się sypią. I bombki z niej spadywują. Dobrze, że z plastiku (bombki, a nie jodła).

Święta się skończyły, a ja wciąż mam wolne. Nie pamiętam już, kiedy spędziłam w domu więcej niż cztery dni pod rząd. Bardzo dziwne i przyjemne uczucie. Wszystko toczy sie leniwie i komfortowo. Nie mogę tego powiedzieć dzieciom, ale czasami brak wysiłku owocuje… Nie sprzatałam, za to pani Hania, opiekunka Loli,  nie wytrzymała i ogarnęła dom na błysk. Obce jej były ideologiczne założenia mojego lenistwa, dom na święta ma być czysty i już… Ok, nie będę się kłócić.

Nie gotowałam, za to codziennie chadzałam na obiady do rodziny, jak klasyczny pasożyt. Rodzina w duchu świąt radośnie nas gościła i nie narzekała. Nie piekłam za dużo, ale pudło na parapecie jest pełne ciasta, które przynosił po kolei każdy gość.

No i każdy dzień jest pełen fajnych zdarzeń.

Niebieski reniferek na tarasie świeci jak statek kosmiczny. Co powoduje reakcje  religijne (Boże, co to jest?), kulinarne (rzyg) lub daleko idące. Moje dzieci zainspirowane niebieskawą poświatą wdały się w dyskusję na tematy nadprzyrodzone, co w płynny i zaskakujący sposób doprowadziło ich do  tematu wilkołactwa w rodzinie. Precyzyjnie: Misiek, który uwielbia dręczyć młodszą siostrę, twierdził, że każdy może się zamienić w wilkołaka, nawet tata. Lola ze łzami w oczach obstawała przy realistycznym oglądzie świata. – Idź sama i sprawdź – powiedział prowokacyjnie Misiek, nie zważając na moje wściekłe spojrzenie. – Pójdę – powiedziała Lola bohatersko. Ruszyła, stanęła na chwilę przy schodach, pomyślała, po czym przytuptała do mnie i cichutko wyszeptała – Ja wiem, że on zmyśla, mamo, ale tak na wszelki wypadek…możesz iść ze mną? –

Skradałyśmy się na górę z pewną obawą (jestem podatna na sugestię) i z jeszcze większa obawą uchyliłysmy drzwi łazienki. Mój mąż, spowity obłokami piany (pod tym względem jest zdecydowanie sybarytą) nurzał się w kąpieli, czytając gazetę i popijając wino (mówiłam, sybaryta)

Kiedy ukazał nam swoje rumiane i pozbawione futra, choć nieco zaskoczone  oblicze, obydwie odetchnęłyśmy z ulgą. Ale Lola jednak nie do końca wyzbyła się lęków. Następnego wieczoru  moja przyjaciółka Ania nocowała ze swoimi synami i odstąpiliśmy im sypialnię, co znaczyło, że my śpimy z dziećmi. Dałam Loli wybór, czy woli spać z mamą, czy z tatą. Lola dyplomatycznie się zawahała i w końcu przyznała: wolę z tobą, bo ty nie jesteś taka włochata jak tatuś i nie będę miała koszmarów.

Wiem, ze to nie było w temacie poświątecznym, ale metoda płynnych skojarzeń działa i u mnie. A teraz płynnie od wpisu przechodzę do pracy nad zalegającym odcinkiem. Bo urlop urlopem, a prace literackie nad telenowelą musza isć naprzód…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s