Bulimia książkowa

Ostatnio potwornie dużo czytam. Zaobserwowałam z niepokojem, że to już nie jest takie relaksacyjne czytanie, ale rodzaj książkowej bulimii. Złapać, łyknąć niezależnie od wartości odżywczych, wydalić z mózgu, i następna, i następna… W sumie nic dziwnego, niektórzy  zagłuszają stresy kompulsywnym jedzeniem, a ja kompulsywnym czytaniem. A że ostatnio praca mnie mocno stresuje, to po ośmiu godzinach czytania za biurkiem łapię w domu dowolną zadrukowaną treść i pochłaniam łapczywie.

Pocieszające jest to, że poniekąd przy okazji przeczytałam kilka naprawdę dobrych książek, na przykład nową książkę Margaret Atwood „Rok potopu”. Zupełnie inna, niż moje ulubione do tej pory, ale po pierwszych trzech rozdziałach złapałam rytm i wsiąkłam.

Mam też na koncie niepowodzenia. „Erynie” Krajewskiego na przykład. Przysięgam, usiłowałam to przeczytać przez tydzień chyba i nie dałam rady. W połowie zorientowałam się, że wciąż nie jestem zainteresowana, kto zabił, jak komisarz to odkryje, i że generalnie nie znoszę głównego bohatera.

Ale przy okazji po raz kolejny odkryłam siłę pierwszych zdań. To jest jak odwijanie sreberka z czekolady – jeszcze się nie wgryzłam, a już ślinię się łakomie, jak będzie smakować reszta.

Są takie książki, których pierwsze zdania dają przedsmak całości, w tak sprytny sposób, że po przeczytaniu wracam do tego początku, żeby się upewnić – tak, to faktycznie się wiąże z resztą:-)

„Mając niespełna lat trzynaście, mój brat Jem doznał skomplikowanego złamania ręki w łokciu”. Tak się zaczyna „Zabić drozda”. I słowo daję, kiedy przeczytasz całość, wracasz do tego zdania, bo okazuje się że piętrowa, skomplikowana i wzruszająca historia kończy się faktycznie właśnie tak – złamaniem ręki chłopca.

„Wiem,  że kiedy wstawałam w piątek rano, czułam się dobrze; byłam najwyżej nieco bardziej otępiała niż zazwyczaj” –  to początek „Kobiety do zjedzenia” Margaret Atwood – banalna rozbiegówka do niemal psychotycznych jazd bohaterki. Kiedy to czytam, myślę sobie: ile ludzkich historii mogłoby się zacząć tak prostym zdaniem?

Niestety, żadna ze mnie intelektualistka. W mojej fazie bulimicznej pożeram z równym smakiem arcydzieła i gnioty, chociaż nawet tymi ostatnimi zdarza się zadławić. (Jeśli ktoś miałby ochotę nabyć „Pocałunek ciemności” Laurell Hamilton, szczerze odradzam, chyba że ma ochotę wczuć się w bogate, choć perwersyjne życie erotyczne półelfów).

Ale chyba zaczynam zwalniać. Od wczoraj czytam tylko dwie książki równocześnie. Z czego jedna to  „Polska Kuchnia Domowa”. Mam nadzieję, że niejako przez osmozę nabiorę chęci upieczenia czegoś na święta…Jestem przy dziale „Drób”, może zdążę dojść do „Ciast i deserów” przed Wigilią?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s