Czarna seria

Czyli Dziury ciąg dalszy.

Faktycznie, muszę przyznać, że Dzień Dziury był zaiste dziwnym dniem, obfitującym w dziwne wydarzenia. Z góry zaznaczam, że pisze prawdę i tylko prawdę i nie dodałam nic do naszych redakcyjnych niedoli…

Wróciłam, mokra  i ociekająca szambem, do domu, żeby się przebrać. Bo pal licho wodę w butach, ale ten subtelny aromat, unoszący się wokół mnie, przywodził na myśl wiosenne nawożenie pól gnojówką, a nie jest to skojarzenie, jakie chciałbym budzić w kolegach scenarzystach.

Przebrana pobieżnie w suche byleco pognałam na spotkanie. Pognałam oczywiście tylko w przenośni, bo w międzyczasie zaczął padać śnieg, który automatycznie sprawił, że nawet szczeniak jamnika przegoniłby sznur samochodów na wylotówce miasta. Może i dobrze, bo Stefan, obrażony moimi insynuacjami, przy każdym zakręcie zdradzał chęć odpoczynku w  najbliższym rowie.

Ponieważ byłam wciąż przemarznięta, mocno spóźniona, zmęczona i głodna, wpadłam na parking przed halą w stanie wściekłej furii. A że furia odblokowuje moją skłonnośc do bluzgów, wyskoczyłam z samochodu z taką wiąchą na ustach, ze każdy praski żul pokłoniłby mi się w pas.

Ku mojemu zdziwieniu wpadłam na moich scenarzystów, którzy zamiast siedzieć i planować życie Arturra, otaczali główną scenarzystkę, mrucząc pocieszające murmuranda.

– Samochód mi ukradli – Marta podniosła na mnie oczy zranionej sarny – z garażu.  Ukradli. Moją Tojotkę kochaną –

Faki zamarły mi na ustach. Przyłączywszy się pocieszeń, zwierzyłam się przy okazji z własnych porannych rozrywek, po czym niebacznie spytałam scenarzystkę Ewę, czy już wyjaśniła dziwny wypływ kasy z jej konta, który tak przeżywała przy ostatnim spotkaniu.

– Tak, k… – bluznęła niezwykle spokojna zazwyczaj Ewa – pewnie, że tak. Okazało się, że na mój ukradziony dowód ktoś wziął kredyt, a teraz z odsetkami narosło mi tego podobno 10 tysięcy. I nie wiadomo, czy to się w ogóle da odkręcić! –

Poczułam, ze w środku buduje mi się coś, czemu muszę dać ujście, bo zaraz ekspoduję i zniszczę halę zdjęciową.

– Czy ktoś jeszcze – wrzasnęłam – czy ktoś jeszcze powie coś gorszego, co może to wszystko przebić? –

Scenarzysta Krzyś dyplomatycznie odsunął się na kilka kroków, po czym wyszeptał:

– Byłem w kuchni. Nie mają mleka do kawy…-

I zapadła grobowa cisza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s