Dziura

Nie lubię jeździć zimą po naszej jedynej przelotowej asfaltówce przez wieś. Dwie wąziutkie koleiny wyżłobione w sniegu są tylko pozornie czarne i suche. Każdy minimalny ruch kierownicy sprawia, że Stefan (mój samochód znaczy) rusza w pląsy jak uczestnik Tańca z Gwiazdami. Dlatego wczoraj ruszając spod domu rodziców radośnie przypomniałam sobie o skrócie, który pozwoliłby mi uniknąć sporego odcinka tej pląsawicy drogowej. I tak sobie kalkulowałam w swojej bystrej główce: skoro mam jeszcze dwie godziny do spotkania wyznaczonego na hali produkcyjnej, zdążę spełnić życzenie mojej matki, czyli kupienie opłatka…Bardzo lubię spełniać życzenia moich rodziców, których wzrusza nawet fakt, że dzwonię z pytaniem, czy nie kupić im bułek. – Miło mieć takie troskliwe córki –  powiedzieli, gdy wychodziłam – też chętnie ci pomożemy, jakby co –

Skrócik był przyjemny, droga wprawdzie całkowicie pokryta grubą warstwą śniegu, ale przejezdna. Na zakręcie, o dziwo, przecinał ją wartki strumyczek. Który przejechałam z fasonem, żeby ułamek sekundy później poczuć trzask i łupnięcie. Och, Stefan, sieroto jedna! Jak mogłeś nie zauważyć, że pod śniegiem jest lód, a pod lodem – półmetrowej głębokości Dziura, wyżłobiona przez strumyczek! Ale nas wpakowałeś! (czy wszyscy już zauważyli, że w chwilach kryzysu chętnie spycham winę na kogoś innego?).

Wyszłam, żeby ocenić szkody. Prosto w podstępną i niewidoczną kontynuację Dziury, a wtedy lód się załamał pod moim ciężarem (nie, no to była cienka warstwa lodu, o taka cieniuteńka, uwierzcie), w związku z czym malowniczo chlupnęłam po kolana w wodę. W wodę? No, nie wiem, dziwny ten zapach…Taki, hmm, organiczny…

Ach, no już wiem, co to za strumyczek – szambo nielegalnie puszczone z pobliskich domostw! Ślicznie, po po prostu ślicznie, Stefan i ja tkwimy po kolana i opony w szambie, i jakoś tak smutnawo mi się zrobiło i samotnie.

– Tato…pamiętasz, wspominałeś coś o pomocy? Bo ja chętnie skorzystam. Tylko weź kalosze –

Przyjechał tata. Z odsieczą i łopatą.  Łopata nie była szczególnie pomocna przy szambiastym strumyczku, ale tata owszem. Pchał. Ja pchałam na zmianę. Stefan jęczał i dymił. Dziura trzymała mocno. Zatrzymała się Pani z Psem.

– Musi pani zadzwonić do gminy, żeby wreszcie coś zrobili  z tą Dziurą –

Na szczęście na tym skończyła z kreatywnymi pomysłami, bo nie sądzę, żeby ci z gminy chcieli się taplać ze mną w strumyczku, i też zaczęła pchać. Tata pchał, Pani pchała, Pies, nie doceniając powagi sytuacji cieszył się z zamieszania, Stefan dawał z siebie wszystko. Ja zamieniłam się z tatą, który jako ćwierćinwalida po niedawnym upadku z drabiny nie bardzo się do pchania nadawał. Spod kół buksował śnieg z rozpuszczonym szambem.

Zatrzymał się Pan w Landroverze. Farciarz, ten to takie Dziury jednym skokiem załatwia. Pan się dołączył. No i  Pani w Czerwonym Opelku też, bo nie miała wyjścia – i tak zastawiłam cały skrót.

Rany boskie, jak w „Rzepce” normalnie, tylko boćka brakuje….

No i pchaliśmy, pchaliśmy, Dziura radośnie pluła szambem, Stefan wyrażał frustrację, Pies się cieszył. Jakąś godzinę to trwało. Ale  wypchaliśmy. Wyglądałam cudnie – do pasa niemalże pokryta śniegiem i szambem, w butkach pływały mi skarpetki, kurtka jak po zwiedzaniu kanałów – idealna kreacja na spotkanie ze scenarzystami. Stefan też nie był w najlepszej formie i łypał na mnie oskarżycielsko reflektorem. Co? To nie moja wina! To ty nie zauważyłeś Dziury, nie ja!

Grzecznie wyraziliśmy sobie różne tam wdzięczności i inne, rozchodząc się do samochodów, kiedy usłyszeliśmy głos Pani z Czerwonego Opelka, która właśnie ruszyła: – Przepraszam, ja właśnie wpadłam do takiej samej dziury, mogę państwo…?-

-Musi pani zadzwonić do Gminy…- prawie ugryzłam się w język, żeby się nie podzielić mądrością. Opelka też wypchalim.

Teraz mam potworne zakwasy. Kompletnie zniszczone buty o zapachu szamba. Wszystko łacznie z kurtką do prania. Katar jak cholera. Samochód prosto z Camel Trophy. Uraz do skrótów. Siwe pasemko na skroni. Nerwowy dygot na widok śniegu.

Mam dzwonić do gminy, żeby pokryli straty? Czy poczekać w domu na zwolnieniu lekarskim aż do wiosny? No, i czy mam przeprosic Stefana? Bo to, że mam unikać skrótów, to już sama wiem….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s