znów o szkole – przepraszam

Rany, przysięgam, to juz ostatni raz o szkole będzie. Wiem, że nikogo to nie interesuje, ale muszę sobie ulać żółci. Wczorajsze zebranie specjalne miało jeden temat: jak bardzo źle zachowuje się klasa Miśka w tym roku. Szczerze się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam na zebraniu szkolną panią psycholog. W sumie, nie ma to jak rada fachowca.

Generalnie  przyznaję, że to, co usłyszałam, całkiem mnie ucieszyło. Bo: klasa jest niesamowicie zgrana. Żadnych mobbingów, żadnych czarnych owiec, wszyscy za sobą murem.  Co sprawia, że nauczyciel ma trudnego przeciwnika – nie jednostki, tylko zwartą współdziałającą grupę. W dodatku grupę niegłupią, bo to od lat najlepsza klasa w szkole, wszyscy bystrzy jak cholera, tylko z tego powodu szybko się nudzą…

Pytanie konkretne: co my, rodzice, możemy zrobić, żeby sytuacja się poprawiła? No bo w sumie, przyznajmy, że problem ma szkoła, my możemy co najwyżej starać się popracować w domu nad jakimiś zachowaniami. No i odpowiedź pani psycholog poniekąd mnie zirytowała, bo rady, które podała, są idealne, ale dla pierwszoklasistów. Mamy na przykład pilnować, żeby dzieci odrabiały lekcje i były przygotowane do szkoły.

No, przepraszam bardzo, ale ja nie mam zamiaru przejmować odpowiedzialności za przygotowanie mojego dwunastolatka do zajęć szkolnych. Jego nauka, jego sprawa. Ja mogę być co najwyżej głosem sumienia i rozsądku, ale w żadnym wypadku nie zamierzam sprawdzać mu zeszytów ani odpytywać z lekcji, chyba, że o to poprosi.

Mamy też wyrażać się o nauczycielach z szacunkiem i nie pozwalać dziecku na krytykę. No dobra, nie rozumiem…Dlaczego? Misiek w domu ma prawo powiedzieć, że według niego byłam niesprawiedliwa, czy też tata postąpił nie fair, co więcej, ja sama zawsze go przepraszam, jeśli zachowałam się niefajnie. Dlaczego więc mam mu zabronić wyrażenia podobnej opinii o nauczycielu? Jasne, że nie w formie: bo pani jest głupia. Ale zdarzyło mi się przyznać mu rację: tak, Misiek, też uważam, że pani nie zachowała się tak jak należało. A szacunek, sorry, ale nikomu nie należy sie z automatu, tylko dlatego że jest dorosły.

Co jeszcze? Acha, mamy dziecko karać za zaniedbania obowiązków szkolnych i nagradzać za ich wypełnianie. Przecież to bez sensu. W tym przypadku kara i nagroda jest oczywista – ocena i opinia nauczyciela. Po cholerę ja mam jeszcze dodatkowo ingerować w rozliczenia mojego syna ze szkołą?

Czuję sie rozczarowana i zbuntowana. Nie tego oczekiwałam. Ale mimo wszystko przeprowadziłam z Miśkiem rozmowę pouczającą jak każdy porządny rodzic. Której hasłem przewodnim nie było: szanuj nauczycieli i morda w kubeł, ale: daj im szansę, może się okazać, że cię zaskoczą na plus, a jak się nudzisz, zgłoś się do zadań dodatkowych. Właśnie, czy nikt nie wpadł na to, że ich można uciszyć i zadręczyć nieustannym wymaganiem czegoś więcej? Byłoby z pożytkiem dla każdego…Moje doświadczenia pedagogiczne to ledwie dwa miesiące praktyk. Ale pamietam, że im więcej przygotowywałam się do zajęć, im więcej wysiłku włożyłam w wymyślenie nowych metod podania nudnych rzeczy, tym spokojniejsze miałam lekcje. Ale fakt, może po kilku latach już by mi się nie chciało….

Dobra, koniec z marudzeniem. Więcej o szkole nie będzie. No chyba że zacznę sie zastanawiać, do jakiego gimnazjum posłać Miśka:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s