Asia zabiegana

Nie – mam – czasu. A wydawało mi się, że wcześniej go nie miałam. Ale to chyba jak w tym dowcipie o rabinie i kozie…dołożyłam sobie kozę, to mam za swoje.

W pracy istny obłęd – albo całodniowe kolaudacje, albo całodniowe spotkania, albo dłubanie w odcinkach na czas (jestem już bliska rekordu Guinessa). Wracam z wywieszonym ozorem, i znowu gnam – albo z Lolą do groty solnej, albo do kolejnych magików od astmy, albo odbieram Miśka i jego kolegów z treningów albo z kółka szachowego, albo lecę do szkoły na kolejne zebrania.

Rezultaty moich heroicznych wysiłków są umiarkowane. Na kolaudacjach widzę, jak aktor informuje aktorkę, że zaraz przyjdzie do łóżka, słowami: „Zaraz dojdę, kochanie”, na co ona trzepocząc rzęsami mówi „Oby szybko”. Uwierzycie, że chodziło mu o przemieszczenie się z punktu A do punktu B?

W kolejnej scenie aktorka siedząca w pokoju rozmawia z bohaterem siedzącym w kuchni. Za plecami aktorki ciemne, nocne okno, za plecami aktora  promienie słońca walą w szybę. Cudu dokonali – jedno siedzi w Polsce, a drugie w Nowym Jorku chyba.

Poza tym bez przerwy czytam ostatnio scenariusze o tym, jak młoda, piękna kobieta robiąca karierę udaje się na wieś, gdzie znajduje szczęście, dobroć, naturę i zakochanego tubylca. Chyba zacznę wymiotować.

Lola poddawana kolejnym inhalacjom i badaniom kaszle nadal. Doszła jej tylko mega wysypka od wdychanych przez maseczkę sterydów, jak pakerowi na siłowni. Chyba wypieprzę to ustrojstwo. Grota solna pomaga – dopóki w niej siedzimy. Gdyby udało mi się tak wymanewrować, że Lola spędziłaby jesień pomiędzy wanną z ciepłą wodą i grotą solną, miałbym zdrowe dziecko.

Misiek  ostatnio nagrabił sobie w szkole. Temat dzisiejszego zebrania (znowu!): skandaliczne zachowanie klasy szóstej. Temat wczorajszej uwagi w dzienniczku (no dobra, pierwszej w tym roku): Misiek pluje ze schodów. Na litość boską, co skłania inteligentnego, miłego dwunastolatka do robienia takich idiotyzmów?! Mój dopisek w dzienniczku: Bardzo mi przykro. Delikwent został pouczony o niestosowności zachowania i odpowiednio ukarany.

Misiek generalnie cierpi. Bo musi się uczyć, rozumiecie…A właściwie, bo nareszcie zaczął się uczyć. Jego odporność na rodzicielskie gadki progimnazjalne wreszcie się wyczerpała. Nie zaszkodził też fakt, że w ramach kary został odcięty od komputera. Cierpi więc. Nie w milczeniu bynajmniej. W niedzielę zgubił na meczu czapkę. Nie taką zwykłą czapkę, ale Tę Czapkę – przedmiot szczerej miłości, kupioną po meczu na stadionie Chelsea, z emblematami ukochanej drużyny. Oczywiście, wpadł w depresję. Chciałam go pocieszyć, ale kiedy zaczęłam pocieszającą przemowę numer jeden : Misiek, od początku szkoły zgubiłeś już co najmniej kilkanaście różnych sztuk garderoby…..przerwał mi ponuro: I widzisz, co ta szkoła robi z człowiekiem? Taaa, Misiek i szkoła ostatnio się nie lubią.

Chciałabym….no, chciałabym troszkę zluzować. Nie sądziłam, że zacznę marzyć o tym, żeby wrócić do domu do 18 i tak sobie przez chwilę nic nie robić i nic nie planować.  Zlikwidować to mentalne centrum dowodzenia, które ostatnio opanowało moje życie. Dzień na kanapie pod kocem – chwilowo numer jeden na liście priorytetów:-)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s