nadchodzi? nadchodzi?

Nie, niech jeszcze nie pada! Jeszcze raz usłyszę, że za tydzień ma spaść śnieg, wyciągnę z torebki spluwę. ŻADNEGO ŚNIEGU,  proszę. Jeszcze chociaż przez ten miesiąc. A tu codziennie słyszę na okrągło – zmieniłaś już opony? Bo podobno ma padać śnieg… Jak tam, drewno kupione? Bo podobno….

Stanowczo odmawiam przyjęcia do wiadomości faktu zbliżania się zimy. Kiedy mieszkałam w bloku, byłam w stanie zaakceptować uciążliwości typu – dozorca nie odśnieżył chodnika, czy dziecku trzeba nowe rękawiczki kupić.

Odkąd jestem twardym podwarszawskim traperem, wiem, że do wiejskiej zimy trzeba się przygotować jak na wojnę:

drewno do kominka kupić, rośliny w ogrodzie owinąć i obsypać korą, piasek i łopatę przygotować, żeby dostać się do garażu, komin uszczelnić, żeby znów łazienki nie zalało, butlę turystyczną napełnić, bo przecież znów śnieg zerwie linię elektryczną, opony zmienić, niedźwiedzia ubić…nie, chyba się rozpędziłam, wróć.

W każdym razie zima to skomplikowane strategicznie przedsięwzięcie. A ja jeszcze chcę siedzieć na tarasie i patrzeć na czerwone dzikie wino, prześwietlone jesiennym słońcem i wydłubywać ostatnie zagubione w liściach poziomki i jeżyny.

Moja artystyczna wizja nie obejmuje zwałów odrażającego białego puchu walającego się wszędzie jak resztki styropianu z budowy.  A może dałoby się tak szybciutko utopić Marzannę? To podobno przegania zimę. Tylko nie wiem, czy październikowa Marzanna też się liczy?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s