Medytacje

Moja przyjaciółka, z którą się ostatnio regenerowałam, jest niesłychanie radosną, rzekłabym nawet promienną osobą. Pomimo dość skomplikowanego życia osobistego udaje jej się zachowywać niezmąconą pogodę ducha. Bardzo zainspirował mnie jej przepis na taki stan psychiczny – moja przyjaciółka mianowicie medytuje. Nie w sensie medytowania, co dziś na obiad, albo gdzie jest druga skarpeta dziecka, ale w takim całkowicie dosłownym znaczeniu.

Ponieważ, co tu kryć, mój stan ducha nieco odbiega od buddyjskiej równowagi , postanowiłam spróbować. Zgodnie z instrukcją, żeby nie było…

Dobra, co by tu…acha. Wygodny dres, koc, podłoga. Kladziemy się, zamykamy oczy. I..poowoli rozluźniamy wszytkie mięśnie. Noga…druga…rany, ścierpła mi łydka od tego leżenia..kolano..auć, plecy mnie bolą, rozluźniamy plecy…co by tu jeszcze rozluźnić…

– Mamo – wydarła mi się Lolka do ucha – co robisz? –

– Medytuję, dziecko – wymamrotałam półgębkiem starając się rozluźnić rękę, co było trudne, bo Lola na niej siedziała.

– To ja z tobą! – sapnęłam ciężko, kiedy Entuzjastycznie Nastawiony Medytant rozłożył mi się na żołądku – Ale fajnie się z tobą medytuje – zaszczebiotała Lola, radośnie kiwając nogą.

– Hej, ja też chcę – pozazdrościł Starszy Medytant i oderwał się od komputera – złaź z mamy, Lola! –

Ponieważ zgodnie z przewidywaniami, Medytanci w ciągu trzech minut się pobili, ewakuowałam się na z góry upatrzone pozycje. Wlokłam za sobą rozluźnione kończyny dolne i nierozluźnione kończyny górne, co powodowało dość bolesną dysharmonię ruchów.

Dobra, again, podłoga, koc, leżymy, rozluźniamy. Bosko. Teraz powoli opróżniamy umysł…czy ja wyrzuciłam śmieci? rany, na śmierć zapomniałam, że trzeba wystawić makulaturę…opróżniamy, przestajemy myśleć….trzeba umówić Lolę do alergologa..uwiera mnie zapięcie od biustonosza…chyba muszę zejść i ich uciszyć….czemu znowu pada, nawet nie mogę zgrabić liści…o matko! Liście dla Loli na jutro…

Podrywam się, nieco połamana – Lola!!! Idź do ogródka, zbierz liście do szkoły! Misiek, pomóż jej, tylko się nie pobijcie!!!-

Kładę się z powrotem. Ok, może teraz szybciej, bo muszę kolację robić: rozluźniamy się, relaksujemy, opróżniamy umysł…Ok, już prawie o niczym  nie myślę…no dobra, jednak myślę…nie myślę….

– Mamo!! – budzi mnie szarpanie za rękaw – długo jeszcze będziesz medytować? Bo głodni jesteśmy –

Do licha, zaczynam szczerze podziwiać moją przyjaciółkę.  To wcale nie jest takie łatwe, jakby się wydawało. W dodatku plecy mnie bolą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s