Czytasz ty, czytam ja…

Czytam. Nałogowo, namiętnie i instynktownie. Bez drukowanego tekstu w ręce czuję się zagubiona i niespokojna jak alkoholik na odwyku. Skąd się biorą te statystyki, że niby Polak statystycznie czyta pół książki rocznie? Myślałam o tym ostatnio, i policzyłam sobie, że na mniej więcej 50 osób rodziny i bliższych znajomych znam około 8 – 9 osób, które czytają mniej niż jedną książkę miesięcznie. Ale jeśli statystyki nie kłamią? Jeśli słusznym jest założenie, że wyrabiam normę czytelnictwa dla niewielkiego polskiego miasteczka? Czy ci, za których tę normę wyrabiam, czują jakiś brak, jakieś niesprecyzowaną myśl, że ich życie mogłoby być ciekawsze?

Moja babcia, cudowna, prawie niesłysząca  kobieta mieszkająca w małej podlubelskiej wsi, prosi o przysyłanie jej książek i gazet. I czyta, jak słowo daję, czyta. ‚Kwiatki świetego Franciszka”, i biografię papieża, i powieści romantyczne. Czyta i się tym cieszy.

Mój dwunastoletni syn wpada w czytelnicze ciągi. W takim ciągu przemieszcza się z książką w ręku, ignorując całkowicie rzeczywistość. Nie wytrącam go z jego świata, zakładając, że nic się nie stanie, jeśli przez jakiś czas poprzebywa w kosmosie, krainie fantasy czy też w innym miejscu, gdzie go zagna fabuła. Za każdym razem wraca do mnie bogatszy o nowe doświadczenia, choć przeżyte tylko wirtualnie.

Moja córka nareszcie zaczęła odkrywać coś, co próbowałam jej pokazać przez ostatnie lata. Że to, co przeczytane, jest tylko twoje – bo możesz wyobrazić sobie dowolną rzeczywistość, ukrytą w słowach. To, co na ekranie, zawsze będzie cudzym wyobrażeniem i nigdy nie będzie tak fajne, jak to, co wyprodukuje twój własny umysł.

Może jednak jest szansa. Szansa, że za jakiś czas coś się zmieni. Że „statystyczny Polak” przeczyta czasem romans, w którym ona wybacza mu podłe postępki, a on obsypuje ją kwiatami. Albo z wypiekami na twarzy będzie tropił psychopatę na ulicach Nowego Jorku. Albo popłacze się, kiedy umiera Melania z „Przeminęło z wiatrem”.

Albo, jeśli wpadnie mu w ręce „Nocarz” Magdaleny Kozak, przestanie zamartwiać się stanem polskiej polityki i zacznie rozważać, czy przypadkiem autorka nie opisała prawdy o polskich służbach specjalnych? I czy faktycznie mamy w nich ukryty oddział wampirów zwalczających nielegalny handel krwią? Mnie ta myśl porwała i zachwyciła:-) To takie odległe od nudnych doniesień z pierwszych stron gazet. I kreatywne takie, no nie?

Może zrobimy jakąś akcję podnoszenia statystyk, co? Tak łagodnie, powiedzmy, jedna książka na jesień. Co czytacie tej jesieni?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s