trzy rzeczy

Trzy rzeczy, których nienawidzę: katar, chore dziecko i szkolne zebrania. Wszystko naraz w ciągu trzech dni. Czy teraz moje milczenie jest zrozumiałe?

Od wtorku wypluwam z siebie płuca. Lola wtóruje mi dyszkantem i ciągnie za sobą festony chusteczek. W środę zebranie szkolne numer jeden – grupa rozsądnych rodziców sześcioklasistów pozwala mi żyć przez chwilę złudzeniem, że jest OK. Bolą tylko trzy stówy zostawione w sekretariacie na ubezpieczenia i komitet: żegnaj płaszczyku…W czwartek jestem już w malignie i rzężę. Ale przeciez pierwsze zebranie pierwszej klasy to doniosły krok edukacyjny. Półtorej godziny absurdalnych ustaleń. „Dziękujemy rodzicom, którzy w wakacje malowali klasę, żeby dzieci miały czysto” (wybaczcie, czasy czynów społecznych minęły i złe spojrzenia aktywistów nie robią na mnie wrażenia).”Proszę państwa, moje dziecko nigdy nie jada cukru pod żadną postacią. Czy możemy się umówić, żeby dzieci nie przynosiły słodyczy do szkoły?” (a Lola nie znosi pasty jajecznej, prosze o nieprzynoszenie kanapek z w/w, bo będzie jej przykro). Pani prosi o kupienie słuchawek na zajęcia komputerowe „Czytałam, że słuchawki do ucha sa niezwykle szkodliwe dla dzieci, prosze państwa, czy możemy kupić wszyscy takie nakładane?” (na litośc boską!). Udaje mi się wbić z konkretnym pytaniem: jak to się dzieje, że dzieci, które właśnie uczą się zgodnie z programem łączenia liter i sylab, zgodnie z tym samym programem muszą pisac po angielsku, i moje dziecko się zapłakuje, bo ono nie potrafi, zwłaszcza że kompletnie nie rozumie różnicy między tym co słyszy, i tym co ma napisać? Pełną zakłopotania ciszę kończy stwierdzenie pani, że za miesiąc zaprosimy anglistkę i porozmawiamy o tym. Super, czeka mnie upojny miesiąc mozolnego edukowania Loli w pisowni i gramatyce angielskiej.

Wiem, marudzę. Zawsze marudzę, jak mam katar. Katar to jedno z tych niezrozumiałych zjawisk, jak komary i ślimaki bez skorupy, które są ewidentnym przykładem na to, że ewolucja szwankuje.

Ale czasem ewolucja idzie w dobrym kierunku.

Wczoraj Lola kazała mi się schylić, po czym podniosła moją bluzkę i z namaszczeniem zaczęła się wpatrywać w moje plecy. – No, co jest? Czego tam szukasz? – spytałam zaintrygowana.

– A nic, mamo, tak tylko szukam, gdzie ty masz to trzecie oko – oznajmiła Lola ze śmiertelną powagą.

– Jakie trzecie oko? –

– Według mnie to rodzice mają na plecach takie dodatkowe oko. Bo inaczej to nie rozumiem – ciągnęła Lola – jak to się dzieje, że ty zawsze wszystko widzisz. Nawet jak coś robisz w kuchni, a ja jestem za tobą, to ty mówisz: Lola, zostaw ten talerz. A przeciez nie widzisz, że ja się bawię talerzem. To jak to jest z tym okiem? –

I to właśnie przykład prawidłowego działania ewolucji w przypadku matek…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s