W kapciach na Marszałkowskiej

 „Nie przychodź do nas więcej,… jak byłeś ostatnio to zginęły nam pieniądze- mówi Kowalski do swojego kolegi. Chyba nie sądzisz, że to ja wam te pieniądze ukradłem ? O to cię nikt nie posądza bo pieniądze się znalazły, ale- wiesz- niesmak pozostał !!!”

Jakoś tak przypomniał mi się dowcip, który opowiadał mąż. Nie lubię zmian. Od lat mam tego samego męża, ten sam zegarek, czytam taką samą prasę. Ale wczoraj miałam moment ideologicznego zawahania nad kontynuacją tego ostatniego. Bo, jak widać, można wrzucić na bloga wpis, traktujący o uprawie buraka ćwikłowego, a jeśli tylko opatrzysz go tytułem „Co na to Kościół Katolicki?”, masz gwarantowaną pierwszą na GW.  Pamiętaj, kobieto, nigdy więcej nie wpisuj w tytule nic, co się może kojarzyć! Chyba zacznę tytułować wpisy: „kupiłam nowe buty”, „ładna jesień idzie” albo „dzisiaj środa”.

Nie jestem typem intelektualisty, raczej felietonisty. Pochylam się nad szczegółem, ogół mając głęboko w dupie. I wolno mi? No, wolno. W końcu to blog, a nie rozprawa naukowa.

Zaczęłam pisać bloga, bo przeczytałam regulamin:-) Serio. Od lat zapisywałam sobie na luźnych kartkach różne teksty, dowcipy dzieci, jakieś obserwacje. Ale jakoś brakowało mi zdyscyplinowania, żeby pisać regularnie. A tu proszę – przeczytałam, że po jakimś czasie nieuzupełniany blog jest kasowany. Super! Bat na leniwca. A potem okazało się, że to, na czym mi w ogóle nie zależało, czyli hipotetyczni czytelnicy, są najfajniejszą częścią całej zabawy. Bo wirtualna rzeczywistość jakby przyspiesza bardzo powolny u mnie proces zaprzyjaźniania się i angażowania  w czyjeś życie. No, i się wciągnęłam przyzwoicie. W przeciwieństwie do powszechnej opinii muszę zapewnić, że po Internecie krąży zadziwiająco dużo mądrych, fajnych ludzi:-) I teraz pisanie bloga jest dla mnie rodzajem może zastępczych, ale jednak, relacji interpersonalnych. Tylko w takich momentach, jak wczoraj, czuję się, jakby mnie ktoś w szlafroku i kapciach wyciągnął  na skrzyżowanie Jerozolimskich i Marszałkowskiej…

PS Sorry, wiem, ze nie odpowiadam na komentarze, ale muszę teraz pochylić się z troską nam Manuelą. Jak już przepilotuję ją przez cotygodniowe perypetie, może zdążę odpowiedzieć:-)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s