deszczowy poniedziałek

Poniedziałek. Deszcz. Pada od rana. Półtorej godziny w korku. Po pierwszej kawie otworzyłam lewe oko. Piję trzecią – powoli udaje mi sie otworzyć prawe. Mózg – chyba gdzieś go miałam…zaraz, jest – chyba nienaruszony? Tylko trochę mi się zwoje poprostowały. W przeciwieństwie do włosów, która chaotycznie zwijają mi we wszystkie strony. Mówiłam już, że pada? I że jest poniedziałek?

Lola stoi w kaloszach i kurteczce, wielki plecak wygląda na jeszcze większy na jej chudych, kruchych pleckach.

– Uff, mamo, nie wiedziałam, że ta nauka tyle waży – jęczy, a Misiek uśmiecha się pobłażliwie. Jego „nauka” waży jakieś osiem kilo, które Misiek dźwiga sprawnie, choć bez zapału.

Biedna Lola. Generalnie drobna chudzina, dzisiaj ledwie dyszy po weekendowym ataku astmy. Poszła na nocowanie do siostry ciotecznej. Dziewiąta – siostra dzwoni: – Słuchaj, Lola upiornie kaszle. Dać jej coś? -. Zlecam telefonicznie Zyrtec i idę się kąpać. Dziesiąta – siostra dzwoni, lekko spanikowana: – Nie wiem, co robić, ale ona jest prawie sina i się dusi –

Super – mam mokre włosy, na dworze 10 stopni. Mąż dostaje misję specjalną i jedzie ratować Lolkę z pakietem leków (albo zabrać ją do domu, w zależności od stanu delikwentki). Pięć minut później dzwoni siostra, tym razem mocno skruszona – Kurczę, strasznie cię przepraszam, na śmierć zapomniałam, że ona ma alergię na pierze. Bałam się, że zmarznie i dałam jej puchową kołdrę- . Lola podratowana swoimi specyfikami, pod syntetyczną kołdrą, została w końcu na noc u kuzynki, ale wczoraj była blada, niemrawa i generalnie nie do życia. No i bez przerwy kaszle – znowu będę miała przerąbane u nauczycielki.

W taki dzień jak dziś zadaję sobie pytanie – co ja tu jeszcze robię? Dlaczego właściwie nie siedzę gdzieś pod palmą z różowym drinkiem w dłoni, wachlowana przez umięśnionego tubylca?  Czy naprawdę moje poczucie odpowiedzialności za potomstwo i dom jest tak duże, że nie przewiduje możliwości ucieczki?

Pamiętacie te historyjki o facetach? Wyszedł po zapałki. Nie widziała go przez pięć lat. Teraz Zenon K. powraca na łono rodziny i żony, która stęskniona mówi: Zenuś, kanapki ci całkiem obeschły. Ale pocerowałam wszystkie twoje skarpety.

Czy są takie historyjki o kobietach?

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s