rozliczenie urlopowe

Się zebrałam w sobie i donoszę, że w przerwach między słabościami ciała udało mi się wypełnić większośc punktów programu urlopowego.

Lola cierpi na deficyt naszej uwagi. Najwyraźniej potrzebuje go w ilości większej niż standardowa, bo przez ten tydzień była słodka jak anioł. Ale: tulona, całowana, głaskana, bez przerwy przy nodze jak szczeniak. Zaskoczyło mnie to, że znienacka odkryli się nawzajem z tatusiem. Mąż preferuje na co dzień rozrywki z Miśkiem, bo chłopaki świetnie się razem bawią – szachy, piłka, meczyk w TV, a Lola jednak orbituje trochę z boku. Na urlopie mąż zauważył nagle, że ma fajną córkę, która bez słowa skargi maszeruje z nim kilometrami brzegiem morza, uwielbia nurkować i zadaje sensowne pytania. W cieple ojcowskiej uwagi Lola rozkwitła jak pączek, do tego stopnia, że wczoraj udało się jej coś niesłychanego. Tatuś nauczył ją jeździć na rowerze, o czym z matczyną dumą donoszę. Tak, wiem, że w tym wieku to żadna sensacja, ale z punktu widzenia Lolki to wydarzenie na skalę pierwszego kroku na księżycu. Strasznie się wstydziła, że nie umie jeszcze jeździć na dwóch kółkach, a teraz pławi się w nowo odkrytym poczuciu samozadowolenia. Które, mam nadzieję, wystarczy jej na jakiś czas, bo znowu zaczyna się harówka i boję się, ze trochę ją zaniedbamy.

Obawiam się, że pochłonięta dolegliwościami pokarmowymi i dziećmi nie poświęciłam kwestii męża wystarczająco dużo uwagi. Ale jednak zarejestrowałam mimochodem, że mój czterdziestokilkuletni mąż wciąż jest przystojnym, niebieskookim facetem z płaskim brzuchem i seksowną opalenizną i zamierzam uważniej przyjrzeć się tym walorom w najbliższym czasie:-)

Mój umysł zresetował się cudownie przy pomocy książek Mendozy ( „Brak wiadomosci od Gurba” – prześmieszne) i dodatku do Polityki – Omnibusa – mega pakietu łamańców umysłowych. Codziennie przebijaliśmy się przez nie rodzinnie i indywidualnie na zmianę, aż nam mózgi z wysiłku parowały, a oczy zachodziły mgłą:-) Okazało się, że jednostkowo moze niekoniecznie, ale razem radzimy sobie bardzo dobrze, całkiem jak pszczoły albo mrówki robotnice – taki umysł zbiorowy. Jak widać, rodzina to potęga…

A zdjęć nie mam. Siedzą w aparacie i czekają na wrzucenie. I nie mogę się doczekać, bo strasznie chcę wam coś pokazać:-) Może jutro?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s