powieść według życzeń czytelników

No dobra, skoro nalegacie:-) Sami zobaczycie, że niektóre wasze pomysły są dość przerażające i krzywdzą bogu ducha winnych bohaterów.

rozdział czwarty, czyli Arturro idzie do Matki Rikarrda

Arturro był przygnębiony. Cierpiący na duszy i lekko rozczarowany. Machinalnym ruchem starł dywanik owadów, które przywarły do jego wciąż klejącego się torsu i ruszył przed siebie, nie wiedząc gdzie i dokąd zmierza, a jego głowie kołatały się przejmujące wersy: „Odarłaś serce z kwiatów i oplotłaś w żmiję. Ha, drżyj, nieszczęsna, ja cię tym mieczem przebiję”..

– Gdzie leziesz, baranie! – huknął nagle Polski Patriota, który stojąc przed sklepem monopolowym, przejawiał tendencje izolacjonistyczne, prezentując dumnie biało czerwone skarpety Adidas na włochatych łydkach (dzięki, Brezly). Arturro zażenowany i przerażony tym przejawem nieadekwatnej agresji słownej wąsatego imigranta, uskoczył gwałtownie w bok. Niestety, okazało się , że prosto w gąszcz kopalnych sztucznych paproci, rosnących na skraju drogi, które nie wiadomo dlaczego drgały rytmicznie w regularnych trzydziesto pięcio sekundowych odstępach (lo-ko, Julka – to przez was!). Arturro z ogromnym wysiłkiem zdołał oderwać się od zakurzonych liści, konstatując jednocześnie, że nie musi się już w tym tygodniu umawiać na woskowanie przepony i okolic. – Ach – pomyślał z nagłą melancholią – nawet ustawienie przetargu na budowę schroniska dla tukanów nie sprawia mi już radości..(bez szczegółow, zakładko, błagam). A tak wiele pracy włożyłem w sfałszowanie badań sejsmograficznych.Przecież musiałem nawet umówić się z Alfredem z komisji na kolację ze śniadaniem, a on ma takie popękane pięty… (oj, tańczącawdeszczu, nie wiem, czy Arturro ci to wybaczy).  Pogrążony w tych ponurych rozmyślaniach dotarł wreszcie na przedmieścia, gdzie w małym domku z wielkim czerwonym neonem („Wesołe ślicznotki. Tylko dla dorosłych”. „Nie akceptujemy kart kredytowych”) mieszkała Matka Rikarrda.

Arturro zastukał….

I poczeka pod tymi drzwiami w cholerę do jutra, bo dzisiaj nie mam już dla niego czasu. Mam nadzieję, ze nie będzie padać. Zresztą, może by mu się przydała kąpiel, a więc…

Lunął ulewny, tropikalny deszcz…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s