spełniliśmy obywatelski obowiązek

No, zagłosowaliśmy. Rodzinnie i zbiorowo, z babcią, dziadkiem i wujkiem, robiąc solidne zamieszanie w lokalu wyborczym. Bo moje dzieci, zachwycone hasłami wyborczymi, deklamowały w drodze do lokalu ładne rymowanki: „Przebrała się miarka, głosuj na Jarka”, a zaraz potem „Nadeszła już pora, głosuj na Komora”, wzbudzając niepokój wśród głosujących niejednolitością poglądów. Dobrze, że nie znali żadnej rymowanki z Napieralskim, bo konfuzja byłaby całkowita.

 Młodociani solennie wrzucili karteczki do urny, równocześnie głośno odpytując nas, na kogo głosowaliśmy. Nie mają bachory wyczucia za grosz:-)

Zaraz potem obróciliśmy doniosłe wydarzenie państwowe w komercyjną rozrywkę, robiąc zakłady pieniężne co do procentowych wyników trzech głównych kandydatów. Pula  i karteczka (nieopieczętowana niestety) leży teraz na kominku u dziadków, czekając na ostateczne wyniki. Zwycięzca stawia flaszkę, więc zasadniczo wszyscy jesteśmy wygrani.

Co ma, być to będzie. Wielka polityka toczy się swoim burzliwym i głośnym nurtem, a my mamy swoje małe żyćko, które toczy się poniekąd niezależnie, a czasem nawet wbrew temu nurtowi.

 Mój remont toczy się niestety zdecydowanie wolniej niż wielka polityka. Panowie są niespieszni, a wręcz refleksyjni w swoich poczynaniach. Muszę przyznać, że dzielnie opierają się naciskom i bohatersko ignorują próby lobbingu.  Z melancholijną wręcz powolnością decydują się na każdy następny krok. Wszystko się musi odleżeć i skruszeć, jak dziczyzna w spiżarni. A tymczasem – kawę mam dobrą, fotele na tarasie wygodne, ogród skłania do refleksji – rozumiem ich niechęć do pośpiechu.

Choć nie popieram, bo konieczność nieustannego kombinowania, czy dzieci mają jeszcze czyste gacie, czy mam po nie zasuwać do domu, trochę mnie męczy.  Nie wspomnę już o tym, że moja biedna kotka całkiem niedługo zdziczeje. Boi się robotników śmiertelnie, do domu nie wejdzie za nic,  więc zamieszkała sobie na tarasie. Przeprowadzić się z nami nie chciała, zresztą ją rozumiem- tutaj ma własny ogródek, kumpli, wygodne ławy i zadaszony kącik na noc. Ale to oznacza, że trzeba latać do niej dwa razy dziennie, żeby ją wygłaskać, wyprzytulać, nakarmić i napoić. No nic, może wytrzyma jeszcze dwa trzy dni, bo potem i tak wystrzelam robotników i sama dokończę malowanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s