scena zazdrości

No i doczekałam się sceny zazdrości. Myślicie, że wykonaniu męża? Gdzie tam, prędzej mi uszy futrem porosną.

Córka mianowicie wczoraj zrobiła mi scenę z repertuaru: Bo wy mnie nie kochacie. Bo chwalicie tylko Miśka. Bo nikt mnie nie lubi. Bo Misiek jezt ZŁY!  I nikt, nikt tego nie widzi! Tylko ja!

Fakt, Misiek miał wczoraj dobry dzień. Bo wstawiali oceny końcowe i Misiek wyliczył sobie, że dostanie niespodziewanie (przynajmniej dla mnie niespodziewanie) dobre świadectwo. A dziadek go pochwalił, że jest bardzo dobrze wychowany i grzeczny (tak, wiem, mnie to też powaliło na kolana, ale nie śmiejcie się, takie są fakty).

No i Lolę dopadł zielonooki potwór. Bo przecież zazwyczaj to ją się chwali po wszystkich odpustach, a tu nagle ktoś inny się wysforował na czoło peletonu?

Wzięłam w końcu młodą na wieczorną przechadzkę. Bo kiedy już Lola wyczerpała zasób zachowań demostracyjnych (trzaskanie drzwiami, siedzenie w pokoju, skopanie brata, rzucanie ubraniami), zastygła w niemym cierpieniu na kanapie, co odbierało mi apetyt na kolację.

Na przechadzce udało mi się powiedzieć, jak bardzo jest mądra, kochana i urocza, jakieś piętnaście razy. Tyle samo otrzymywałam odpowiedź, że nie, bo i tak Miśka kocham bardziej. Wytłumaczyłam, dlaczego dziadek pochwalił Miśka. Bo kiedy Misiek był w jej wieku, był mocno podejrzewany przez panią psycholog o zespół Asperegera, z wszelkimi objawami:  brak empatii, umiejętności społecznych, zaburzenia SI, brak elastyczności itp. Dziadek uważał wówczas po prostu, że Misiek jest niewychowanym, rozpuszczonym bachorem. Mnóstwo pracy i wysiłku włożyliśmy w to, żeby Misiek zaczął funkcjonować normalnie. I teraz coś, co dla Loli jest zachowaniem normalnym, dla Miśka oznacza duży postęp, który sama widzę i czasem jestem w szoku, jak bardzo udało mu się zmienić.

Tłumaczenia zdały się jak psu na budę. Na szczęście Lola posiada pomocną w takich momentach cechę: poczucie humoru.

Szła sobie więc odęta, z łapkami wciśniętymi w kieszenie, ja za nią, jęcząc i krzycząc na zmianę: – Kocham cię Lola, kocham cię Lola, kocham cię strasznie. Komary mnie zaraz zjedzą, ale trudno, ja cię kocham. Włażą mi do uszu, ale to nic, bo przecież cię kocham. Właśnie nadepnęłam na tłustego ślimaka bez skorupy, ale cię kocham – (Lola obejrzała się nerwowo). Nie zjadłam kolacji i zimno mi w nogi, ale trudno, będę tak iść, bo cię kocham. Aj, kocham cię, mrówka ugryzła mnie w stopę! –

W końcu Lola pękła,  rozchichotała się na dobre i rzuciła się odganiać ode mnie komary. Teraz będę się drapać przez tydzień!  Chwilami macierzyństwo to ciężka harówka:-) No i pozostaje wciąż aktualne pytanie: co to będzie dalej?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s