Stomatologicznie

Moje dzieci maja wąską specjalizację w dziedzinie uszkodzeń ciała. Misiek od najmłodszych lat celuje w czoło, co nie jest specjalnie kłopotliwe, poza koniecznością jeżdżenia po ostrych dyżurach i zszywania mu tej pociętej łepetyny.

Lola specjalizuje się w ustach, co już mnoży nam poważne kłopoty. Cztery lata temu wróciła z przedszkola z jedynkami  jak nogi w balecie – każda ustawiona pod innym kątem. Jedynki zostały mozolnie ustawione i jakoś podklejone przez dentystę – wyprostowały sie i zrosły. Równo rok później Lola zaplątała się we własne nogi i huknęła o glebę – niestety na jej drodze stanął drewniany stołeczek. Co spowodowało, że od teściów, późnym wieczorem, gnaliśmy do szpitala na Niekłańską, żeby jej pozszywali rozciętą na pół wargę.  Minęlo dokładnie 12 miesięcy – Lola skacząc po kanapie wycelowała buzią w kant niskiego stołu i precyzyjnie w niego huknęła. Tym razem było poważniej – górne jedynki wbiły jej się w dziąsło. Nastąpił kilkuetapowy hardor pod tytułem: wyciąganie zupełnie niedojrzałych jedynek z rozwalonego dziąsła pięciolatki. No i Lola, któa wcześniej nie miała oporów, nabawiła się absolutnej traumy dentystycznej. Co tam, traumy – sam zapach gabinetu wystarczał, że z krzykiem uciekała za drzwi i żadna prośba, groźba, przekupstwo i szantaż nie pomagał w namówieniu jej do otwarcia buzi.

Trudno się dziwić. Zrezygnowałam z dentystki, która sugerowała, że moje dziecko jest rozpuszczone i histeryczne i zaczęłam poszukiwania. Trafieniem umiarkowanym okazał się gabinet, gdzie podawano syropek „ogłupiający” – wprawdzie Lola otwierała buzię i dawała sobie w niej gmerać, ale moje matczyne serce nie wytrzymało objawów ubocznych. Dopuszczam wprawdzie do siebie myśl, że moja córka kiedyś zażyje narkotyki, ale widok naćpanej sześciolatki, bełkoczącej „widzę białe puchy, mamusiu, puchy widzę na ścianie” i wodzącej błędnie rączkami naokoło, okazał się ponad moje siły.

Drugie podejście okazało się ostatnim i genialnym – podtlenek azotu, czyli gaz rozweselający:-) Plus maseczka na nos o zapachu truskawkowym. Teraz to ja mam luz, ludzie!

Lola regularnie i pieczołowicie sprawdza swoje uzębienie w nadziei, że coś się jej posypie. I wreszcie – „hurra, mamusiu, ząb mnie boli!”. Istna patologia – dobrze, że nie wpadła na to, żeby gryźć landrynki celem przyspieszenia wizyty…I w podskokach zmierzamy do gabinetu, gdzie Lola nie może się doczekać maseczki i swojej porcji radości. Bo, jak mi się przyznała, „to mi tak poprawia humor, mamo, że czuję się całkiem szczęśliwa”. Tak sobie myślę, żeby przy najbliższej wizycie poprosić dentystkę o drugą maseczkę – i kilka sztachnięć o zapachu truskawki. Bardzo by mi się przydało parę wdechów szczęścia:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s