coś nie idzie

Wczoraj się upiłam. Nie, żebym nadużywała regularnie, w końcu stara jestem i wątroba jest już nie ta. Ale czułam, że na trzeźwo nie będę we stanie powiedzieć mężowi, że w piątek nie wyjedziemy na zaplanowany od kilku miesięcy czterodniowy wypad do Barcelony.  Bo nie mogę – bo praca nie pozwala. Praca sugeruje, iż powinnam zająć się nią, czyli pracą przez najbliższe cztery dni, bo jak nie, to kicha. Nie taka osobista kicha, tylko kicha dla ekipy, która na zdjęcia jechać musi. A kimże ja jestem, żeby dyktować rozkład pracy kilkunastu osobom, pojawiającym się na ostatnich stronach Gali („a oto sławy naszych seriali, które zaszczyciły swą obecnością otwarcie nowej linii produkcyjnej dietetycznego jogurtu i nowego SPA we Włodawie”)?

Zważywszy na napiętą ostatnio sytuację małżeńsko – domową, mąż przyjął wieści dobrze (czytaj: nie podniósł tematu rozwodu, terapii małżeńskiej i opuszczenia domowych pieleszy). Ale kicha jest. I przykro mi strasznie. Zwłaszcza, że jak nigdy przydałoby mi się choć kilka dni ucieczki od pracy, remontu i kłopotów, także tych dzieciowych.  Do szkoły podrzuciłam dziś Lolę chyłkiem, bo się boję wychowawczyni. Ponieważ Lola ma katar. Ciągle. Wprawdzie katar jest ewidentnie alergiczny, ale męczący. W poniedziałek udało mi sie ją zostawić u rodziców, we wtorek jednak do szkoły iść musiała. Nie musiała jednak prezentować aż takiej otwartości w rozmowie ze swoją panią. Wychodząc wczoraj z szatni usłyszałam jeszcze za plecami uroczy dialog:

– Byłaś wczoraj chora? – spytała wychowawczyni Lolę

– Ciągle jestem chora, ale mama powiedziała, że nie ma mnie z kim zostawić – odpowiedziała moja córka.  Tym jednym zdaniem załatwiła mi czołowe miejsce w rankingu złych matek i przypuszczalnie automatyczną eliminację z trójki klasowej na rok przyszły.

Jak widać, udaje mi się ostatnio zgrabnie zawalać na wszystkich frontach. Czy są na sali jakieś pozytywy? A, jest jeden idiotyczny drobiazg, który rozczulił mnie do łez. Od czterech lat trzymam w wielkiej donicy agapant teoretyczny – czyli kupę zielonych liści. Od czterech lat podlewam, przenoszę na strych w zimie, nawożę i dopieszczam, a on nic, nawet jednego kwiatka.  A wczoraj siedziałam sobie na tarasie, smutna i skopana, i nagle odkryłam, że mój agapant teoretyczny wypuścił pąk – i będzie kwitł – i stanie się agapantem w praktyce! Jakoś tak poczułam wewnętrznie, że w końcu się wszystko ułoży. Przecież nie co dzień kwitnie agapant, zwłaszcza taki teoretyczny, prawda?

Tak wygląda agapant w praktyce:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s