wieniec czy bukiecik?

Wpływ pogrzebu bliskiej osoby na rodzinę:

Miałam odebrać wieniec z kwiaciarni. Odebrałam, i od razu zaniosłam do samochodu rodziców. Po czym lecę do mojej osobistej matki z pękiem róż czerwonych z okazji wiadomego święta. Matka oczy wytrzeszcza oburzona i z pretensją w głosie mówi:

– Przecież miałaś dużą wiązankę kupić, a nie taki (tu zszokowane prychnięcie) bukiecik! –

– Nie przesadzasz, kobieto? – warczę oburzona, że chce większego wiechcia.

– Jak to przesadzam, taki bukiecik na grób? –

Nagle złapałyśmy się na tym, że gadamy o dwóch różnych rzeczach i ryknęłyśmy śmiechem. W tym całym zamieszaniu zapomniała bidulka o własnym święcie.  Ja za to zapomniałam o swoim. Wczoraj przygotowaliśmy z dziećmi kolację, żeby uczcić rzadki moment posiadania tatusia w domu.

– Z jakiej to okazji? – pyta mąż uszczęśliwiony

– Z okazji…- i nagle klapka w mózgu mi się otwarła – moich wczorajszych imienin! Na śmierć zapomniałam! –

Mąż zbladł i zesztywniał, co pozwoliło mi wysnuć wniosek, że też nie pamiętał – chyba pierwszy raz przez ostatnie dwadzieścia lat.  Biedaczek – też ostatnio jest przeczołgiwany w pracy koncertowo i nie wyrabia z niczym innym. Aż mi się go żal zrobiło:-)

Ale donoszę, że już mi lepiej, może nie całkiem, ale wystarczająco, zeby zaniechać szukania mostu. Być może ma to związek z  faktem, że wczoraj intensywnie nadużyliśmy z mężem alkoholu, żaląc się sobie nawzajem na podły świat. Mam nadzieję, że moje dzieci nigdy tego nie przeczytają, ale prawda jest taka – po odpowiedniej ilości alkoholu podły świat przez chwilę jest lepszy:-)

Być może pomogła też stosowana przeze mnie metoda czarnego scenariusza. Kiedy czujesz, że przerasta cię stres związany z jakąś sprawą, wyobrażasz sobie najgorsze rozwiązanie.

Masz problemy w pracy? Co może się stać najgorszego? Hm, w moim przypadku odpowiedź brzmi – awantura w gabinecie szefa (wczoraj miałam – przeżyłam), lub wywalenie z pracy (będę miała więcej czasu dla dzieci, napisze książkę, oszczędzę na opiekunce)

Remont? Jak może przerażać remont kogoś, kto budował dom z niemowlęciem na ręku i to zdalnie z drugiego końca Warszawy? Kogoś, kto uczył dziecko raczkować na betonie i przez trzy lata sikał bez drzwi do łazienki? Nie, no przyznaję – remont przeraża mnie bardziej niż wizja utraty pracy, ale zepchnijmy to na razie do kąta mojej podświadomości:-)

No dobra, nie jest to najlepszy tydzień mojego życia. Ale kiedyś w końcu minie, prawda?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s