trudne słowa

Dzisiejsza młodzież dwunastoletnia nie urządza urodzin domowych z torcikiem przygotowanym przez kochającą mamusię. Dzisiejsza młodzież bawi się z rozmachem i stylowo – na bilardzie, kręgielni, w małpim gaju na drzewach.

Wczoraj zaliczyliśmy, drugi już raz w tym miesiącu, kręgielnię. Kręgielnia jest w ogromnej galerii handlowej, w mieście rzecz jasna. Do tej galerii i do miasta trzeba dziecinę dowieźć – 25 kilometrów. Wracać się nie opłaca, trzeba więc na dziecinę poczekać i z powrotem – 25 kilometrów. Galeria handlowa  w niedzielne popołudnie to nie jest szczyt moich marzeń, ale trudno, i tak pogoda nie pozwala na wiele innych opcji weekendowych.

 Mroczna, dudniąca basami i pełna szczęku automatów  kręgielnia przypomina Mordor w rozkwicie władzy Saurona. Tłumy skąpo odzianych czternastolatek, karków w skórzanych kurtkach, mnóstwo obcokrajowców, dym papierosowy gęsto zalegający nad strefą barową jak islandzka chmura wulkaniczna. Oddałam Miśka pod opiekę tatusia jubilata i zwiałam, żeby słuchu nie stracić. Przyszłam jednak o godzinie umówionej z opiekunem. Na kręglach ich nie ma, w barze nie ma…W końcu znalazłam dwójkę w ciemnym kącie przy wyjściu: mój syn i jego kolega z zapałem grali na automatach, taty – opiekuna ani śladu. I muszę przyznać, że mnie lekka irytacja wzięła – bo dwunastolatki to jednak jeszcze szczeniaki są – w dzikim tłumie, hałasie, bez żadnego nadzoru rodziców, bez komórek, spokojnie mogli przepaść w galerii, dostać w mordę od starszych wyrostków czy zostać przehandlowani na organy. Ja generalnie trzymam dzieci na baaardzo długiej smyczy, ale swoje do licha, swoje – i biorę za ten mój rodzicielski luz pełną odpowiedzialność – także karną. Cudzych powierzonych mojej opiece pilnuję obsesyjnie.

No, ale trudno, nie mogłam się specjalnie czepiać, bo nie miałam kogo:-) Wywlokłam młodzież z jaskini hazardu i wsadziłam do samochodu. Gdzie miałam okazję posłuchać towarzyskiej pogawędki dwunastolatków.

– A słyszałeś, jak one do siebie mówią, jak się pokłócą? – plotkują o koleżankach z klasy.

– Noo, ty k… – dyskretny rzut oka w moją stronę – ty kurrrtko jedna! –

– No, albo takie słowo, co się rymuje z „opalaj” – mój syn wspina się na szczyty dyplomacji.

– A pamiętasz, jak czytaliśmy słownik na polskim? Jak pani nie było? – ożywia się Misiek.

– A jakich słów się nauczyliście? – wtrącam się czujnie.

Kolega Miśka zamyśla się na chwilę:

– Na przykład dowiedziałem się, co to znaczy sutener –

– No, to to samo, co alfons – uczynnie dorzuca mój syn.

Acha, no, faktycznie. Przynajmniej do krzyżówek im się przyda. To w końcu trudne hasła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s