ślimaki na wakacjach

grad

O – taki grad znalazłam wczoraj na trawniku. Najpierw przetoczyła się mega burza z piorunami, później spadł grad, zaścielając gęstą masą cały ogródek i łamiąc moje przepiękniaste tulipany. Cholera by wzięła taką pogodę! Jeszcze mi deszczu żab brakuje. I zarazy ewentualnie.

Za to po burzy wybrałyśmy się z Lolą na spacer kaloszowy i zbieranie ślimaków z ogródka. Ślimaki skrupulatnie zgromadzone w wiaderku (- Uważaj, nie rzucaj nim tak, mamusiu! Czy byłoby ci przyjemnie, jakby jakiś olbrzym tobą rzucił? -), udały się następnie na wycieczkę  aż na wielkie boisko, gdzie Lola zapewniła im wszelkie atrakcje łącznie ze zjeżdżalnią z liści i przekąską z moich połamanych tulipanów. Szczerze liczę na to, że zachwycone wypoczynkiem, nie wrócą prędko na stare śmieci. Niestety, druga tura wycieczkowiczów zwiała. Zawołałam Lolkę na kolację, a wiaderko ze ślimaczą masą zostało na ścieżce. Dzisiaj rano szłam do samochodu, przyznaję, nie patrząc pod nogi. Nagle usłyszałam solidne chrupnięcie. Auć. Odruchowo cofnęłam sie w bok, i znowu – chrup. To ostatni maruderzy, w szalonym pędzie, od wczorajszego wieczoru pospiesznie opuszczali wiaderko. Próbowałam zamaskować ślady zbrodni, zanim nadbiegła Lola. Dwa truchełka skopałam w trawę, trzeciego nie zdążyłam. Więc stanęłam na nieszczęsnych ślimaczych zwłokach, łudząc się, że Lola w porannym pośpiechu nic nie zauważy. Niestety, jej sokole oko natychmiast wypatrzyło ślimaczki.  – Oj, biedactwa, kto wam to zrobił – lamentowała ekologicznie zorientowana Lola  – tylko bandyci krzywdzą niewinne zwierzątka! No, pomóż mi mamusiu, trzeba im zrobić pogrzeb. –

Naprawdę się zestresowałam, nie chciałam wszak być zaliczona w poczet antyekologicznych bandziorów. Pod stopą miałam miękkie ciałko, a przed sobą oskarżycielsko patrzącą córkę.

– To może przynieś szybko małą doniczkę, schowamy je tam, OK? – zaproponowałam słabo,  a kiedy Lola posłusznie pobiegła, czym prędzej odkleiłam się od ślimaka (hmm, w większości, powiedzmy) i ukryłam trupa, wprawdzie nie w szafie, ale w kępie irysów. Też miłe miejsce spoczynku, nieprawdaż?

Udało nam się na tyle szybko przeprowadzić ceremonię pogrzebową, że nawet nie spóźniłyśmy się do zerówki. Ale ślimaczą traumę mam teraz, że hej.  Modlę się tylko, żeby Lola nie zapałała też tak wielką miłością do mszyc, pędraków i gąsiennic, bo mój ogródek może nie przeżyć tych ekologicznych metod uprawy….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s