wspólny posiłek jednoczy rodzinę

– Mamooo – dwuosobowa reprezentacja małoletnich stała nade mną jak żywy wyrzut sumienia – mamo, jesteśmy głodni! –

Zabrzmiało to tak rozdzierająco, że przerwałam na chwilę wyszarpywanie karp uschniętych wrzosów i przyjrzałam się moim dzieciom. Wyglądały normalnie, bez oznak zaniedbania rodzicielskiego, w przeciwieństwie do mnie – umazana ziemią, rozczochrana i spocona walczyłam w ogródku z oporną materią. No ale OK, głodnych nakarmić, jak mawia Pismo, to mój psi obowiązek, nie? Zwłaszcza, że mąż znów wyjechany i zostałam na posterunku sama.

– Dajcie mi jeszcze pięć minut – wydyszałam klęcząc nad wrednym, przerośniętym krzaczkiem – zaraz skończę i zabiorę się za obiad –

– To ja pójdę do Andrzeja pokopać piłkę, dobra? I przyjdę za godzinę. – starszy małoletni wykazał się rozwagą, bo matkę zna i wie, że niełatwo ją od ogródkowego fitnesu oderwać.

– A ja ci pomogę – rozpromieniła się Lola – będzie szybciej –  Oczywiście nie było, bo Lola w zadziwiający sposób wchodziła mi cały czas pod nogi i pod łopatę, ale w końcu dotarłyśmy do kuchni, gdzie moja śliniąca się jak pies Pawłowa córka zabrała się za mieszanie, ubijanie i podjadanie jabłek. Zrobiłam błyskawiczny posiłek –  krem z porów z grzankami  i placki z jabłkami, czyli minimum wysiłku przy maksimum efektywności spożycia przez małoletnich. A kiedy placki wesoło skwierczały już na patelni, zadzwoniłam do mamy Andrzeja:

– Cześć, możesz powiedzieć Miśkowi, żeby wracał na obiad? –

– Ale oni gdzieś poszli razem z Andrzejem, chyba do Patryka… –

– Cześć – dzwonię do mamy Patryka – Jest u was Misiek? Ścigam go obiadowo –

– No był, czekaj, zaraz sprawdzę……nie ma, zaraz spytam Patryka…Patryyyk! Patryk?! Gdzie jesteś?!….Wiesz co, Patryka też nie ma, cholera, a właśnie miałam podać obiad! –

Udało mi się nie przypalić placków, ale nie udało mi się znaleźć syna.

– Trudno, sam jest sobie winien – wzruszyłam ramionami – chodź, Lola, zjemy ten obiad same… Lola! Lola?! – moja córka zapadła się pod ziemię. Zrezygnowana złapałam za telefon:   – Cześć, kochana, nie plącze się u was Lolka? –

– Lola? Pewnie, że tak,  jest u nas – sąsiadka nie kryła uciechy – przyszła i powiedziała, że mama nie dała jej jeść i że jest głodna. Właśnie je z nami obiad –

Siadłam ciężko przy stole. Zjadłam dwa placki. Sama. Dzieci to niewdzięczne stworzenia…A Misiek? Wrócił pół godziny później i powiedział wspaniałomyślnie: – Spoko, nie musisz nic robić, zjadłem u Dominika. Wiesz, że jego tata potrafi zrobić pizzę? –

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s