operacja na otwartym mózgu

Pimpek jest misiem Loli, jak łatwo się domyślić, misiem petshopowym. Upragniony prezent urodzinowy od cioci, okazał się podwaliną dorastania mojej córki. Mała dziewczynka, która żądała trzymania za rękę przy zasypianiu, znienacka oświadczyła  – Teraz już mogę spać sama – . Po czym przytuliła Pimpka do chudej piersi, zgasiła światło i powędrowała do łóżka. Od tej pory faktycznie sama zasypia i nie wędruje w nocy do łóżka mamy – no bo po co, skoro ma Pimpka?

Pimpek wędruje tam gdzie my – ostatnio cudem uniknął przeżucia przez osła i utopienia w Bałtyku, ale za to przejechał się kolejką w Legolandzie. Niestety,  prawdę powiadają w mądrych badaniach, że najwięcej wypadków zdarza się w domu. W dniu powrotu z weekendu Pimpek zapadł na tajemniczą chorobę. Doktor Lola po dokładnym wywiadzie przekazała mi, że objawy to: gorączka, ból brzucha, plamy na twarzy i uszach, skręt kiszek i złamanie nogi (do tej pory nie wiem, co to było, mam tylko nadzieję, że nie zaraźliwe). Lola, przejęta stanem pacjenta, starannie zagipsowała mu łapkę taśmą klejącą, podała zastrzyki, a następnie przyniosła mi Pimpka,żeby sprawdziła mu temperaturę. Macam – ki diabeł? – faktycznie ciepłe ma to czoło….Uznałam, że uległam sile sugestii, zaordynowałam mu chłodne okłady i poszłam rozpakowywać bagaże.  Kwadrans później weszliśmy z mężem do pokoju – przy buzującym ogniem kominku stała Lola z Pimpkiem w ręce. Lola miała na buzi wyraz absolutnego szoku, oczy jak spodki, a kiedy spojrzałam na Pimka, natychmiast zrozumiałam dlaczego…Biedakowi jego waciaty, puchaty mózg kłębił się i wylewał z dziury po czółku. A czółko gdzie? Skwierczało pogodnie na zewnętrznej szybie kominka!

Łagodnie wyjęłam dogorywającego Pimpusia z jej rąk, a wtedy Lola się odblokowała i w milczeniu popędziła na górę, gdzie natychmiast zamknęła się w swojej szafie. Nie wiedziałam przez chwilę, kogo ratować – Pimpek na pierwszy (co tam, nawet na dziesiąty) rzut oka wymagał natychmiastowej pomocy medycznej. Z drugiej strony – jeszcze mi się Lolka zatnie w szafie i w przenośni? Na szczęście mąż zachował przytomność umysłu. Upchnął flaki Pimpka do środka Pimpka i taktownie schował denata, po czym popędziliśmy ratować dziecko. Dziecko wyciągnięte z szafy wpadło w histerię, napędzaną poczuciem winy. Okazało się, że wcześniej przyłożyła miśka do ledwie ciepłej szyby kominka, żeby wywołać gorączkę (swoją drogą, to chyba podchodzi pod zastępczy syndrom Munchausena). Ta sama szyba 10 minut później okazała się, hmmm, morderczo gorąca.

Udało nam się w końcu uspokoić biedną Lolę obietnicą przeprowadzenia szybkiej, ratującej życie i farsz Pimpka, operacji.  Operacja na otwartym mózgu  była długa i skomplikowana,  wymagała pełnego zaangażowania chirurga i asystentki, a także zniszczenia kawałka welurowej zasłony. Z prawdziwą radością donoszę jednak, że zakończyła się pełnym sukcesem. Pimpek znów jest wśród nas i cieszy oko swoją stylową….czapeczką. A jedynym poszkodowanym w wypadku jest kominek, z którego nijak nie można zeskrobać smętnych resztek Pimpka. Memento takie…Poniżej na dowód przedstawiam pacjenta, który jak widać odzyskał apetyt na swoje ulubione ciasteczka.

pimpek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s