Sztuka perswazji

Kurczę, to mnie stresuje… To wyrzucanie notki na pierwszą stronę Gazety. Człowiek siedzi i myśli – cholera, jakbym wiedział, to bym  coś intelektualnego zapodał, czy jak? Jakieś głębokie refleksje, albo myśli złote, albo spostrzeżenia natury życiowej. A nie takie pierdy o gadaniu z kotem. Trudno, wyszło jak wyszło, teraz już mnie ten zaszczyt nie kopnie, i mogę napisać coś równie idiotycznego.

Ostrzeżenie – wpis drastyczny, proszę o pominięcie, zwłaszcza osoby wrażliwe na piękno natury.

Przyszła do mnie niedawno koleżanka, rozejrzała się po ogrodzie i zachwyciła, że piękny, że rośliny rosną jak szalone i kwitną jak głupie. I spytała: – Jak ty to robisz? –

– Cóż – powiedziałam skromnie – oczywiście trzeba troche się napracować, ale najważniejszą sprawą jest komunikacja. Musisz rozmawiać z roślinami i pokazywać, że ci zależy, one się odwdzięczą –

Koleżanka zachłysnęła się głębią mojej zupełnie idiotycznej wypowiedzi i zamilkła. A ja odetchnęłam z ulgą, ze nie zaczęła się dopytywać, jak też ja rozmawiam z moimi roślinami. Bo rozmawiam, fakt. Co zazwyczaj wygląda tak:

– Oj, kochany – nachylam się czule nad różanecznikiem – coś słabujesz ostatnio, te listki takie mizerne, no, i pączków mniej niż w zeszłym roku…Pamiętasz tego białego, co rósł obok ciebie? Też nie zakwitł..dwa lata z rzędu. No i teraz leży na tym stosie drewna do spalenia…-

Zazwyczaj jedna taka rozmowa wystarczy, różanecznik spina się w sobie i wyciąga do góry, prostuje gałązki zgarbione, wyciska jeszcze parę pączków i ociera pot z czoła, że mu się znów upiekło (nomen omen). Widzicie morelkę na zdjęciu? Jak pięknie kwitnie? W zeszłym roku miała dwa pączki! Przedyskutowałyśmy tę sprawę, wskazując na sens trzymania w ogrodzie nieowocującej moreli, i..tada! w tym roku kwieciem umajona jak procesja na Boże Ciało.

Co, że to szantaż? Że to niemoralne? A ja  pytam, czy prawo zakazuje takich metod uprawy? (nie wiem, prawdę mówiąc, ale na wszelki wypadek proszę o niezgłaszanie tego do redakcji Działkowca). Grunt, że działa jak złoto!

morelka

PS Dla zatroskanych o moje morale – takie rozmowy przeprowadzam tylko w ostateczności. Zazwyczaj są to słowa otuchy, pochwały i czułe poklepanie po liściu.  Ale zastanawiam się, co  się dzieje z tą małą forsycją, z którą gadałam dwa tygodnie temu.. Tak dziwnie wygląda. Czy rośliny mogą zejść na zawał ze strachu?:-)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s