carpe diem

Szłam sobie główną alejką centrum handlowego.  Naprzeciwko mnie szedł pan. Pan po nader wyraźnym spożyciu alkoholu, co przejawiało się w kroku chwiejnym, wzroku błędnym i nosie jak Rudolf. Pan wlepił we mnie lekko błędne spojrzenie, stanął, ręce rozłożył, ustabilizował się na podłożu w tej trudnej pozycji i ryknął:

– Boże, jaka pani jest piękna! –

Obejrzałam się nerwowo, za mną pusto, obok pusto. Do mnie tak ryknął? No, do mnie, do mnie. Pan pokiwał mi  głową, spojrzał jeszcze raz na mnie rozkochanym spojrzeniem i poszedł zakosami dalej. Pozostawiając mnie wstrząśniętą i nawet taką lekko ucieszoną. Bo po trzydziestce, no,  spójrzmy prawdzie w oczy, przed czterdziestką, kobieta juz nieczęsto może liczyć na tak spontaniczne wyrazy uznania. No, przynajmniej kobieta, która definitywnie nie wygląda jak Courtney Cox. I bardzo,  bardzo proszę: umówmy się, że nikt nie pamięta już o tym, że on był pijany, OK?

Po prostu carpe diem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s