syndrom pierwszego wieczoru

Wczoraj przy firmowym ekspresie zwierzyłam się koleżance. Wiem, to brzmi jak początek powieści dla kobiet:-). Zwierzyłam się mianowicie, że sama nie rozumiem mojego nieracjonalnego zachowania. Mój osobisty wyjeżdża na tyle często, że zazwyczaj nie jestem w stanie skojarzyć sobie szybko, czy będzie spędzać najbliższy wieczór w domu. Zazwyczaj jednak wyjeżdża na krótko, dzień, góra dwa. Ale ostatnio zniknął na tydzień, w dodatku na narty. Wrócił wypoczęty, szczęśliwy i bardzo z siebie dumny, bo udało mu się tym razem nie złamać i nie uszkodzić żadnej kończyny. I, ewidentnie oczekiwał  czerwonego dywanu, obiadu i żony w przezroczystym peniuarze, która stęskniona zawisa mu na ustach.

A żona pierwszego wieczoru zaprezentowała maksymalny wkurw. No, ludzie, on mnie irytował nawet tym, jak oddycha, bez żadnego racjonalnego powodu! Miałam szczerą ochotę śmignąć go po głowie tymi nartami!

W międzyczasie do firmowej kuchni weszła druga koleżanka i słuchała moich żalów, robiąc coraz większe oczy. W końcu krzyknęła:

– Boże, jak dobrze, a myślałam, że ja jestem nienormalna! – po czym przyznała, że prawie zawsze ma identyczną reakcję na powrót swojego faceta. Następnego wieczoru wszystko wraca do normy, obiady, peniuary i zwisanie na ustach, ale TEN PIERWSZY WIECZÓR…

Ponieważ koleżanka, której się zwierzalam, przyznała, że ona ma tak samo, uznałyśmy, ze to może być jakaś szersza norma. Co mnie trochę pocieszyło, bo czułam się, przyznaję, jak ostatnia świnia, kiedy mój biedny mąż, dyplomatycznie stając parę kroków dalej, wahał się, czy może spytać o chleb na kolację:-)

I dlaczego nie wyprowadza mnie z równowagi jedno czy dwudniowa nieobecność? Moja teoria jest taka, że podświadomie się wściekam o te wszystkie samotne wieczory, samotne wożenie dzieci, zmaganie się z rzeczywistością i w ogóle. Tylko że ja mu przecież tych nart nie żałuję, do licha! No nic, i tak się pocieszyłam, że nawet jeśli jestem wariatką, to nie jestem w tym osamotniona:-) Jednak babskie pogaduszki mają działanie terapeutyczne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s