Jestem słoneczkiem, do cholery?

Ale fajnie – wygląda na to, że powinnam zacząć rozkręcać działalność z moją apteką- biblioteką:-) A mój rozsądny mąż tego nie rozumie – on uważa, że normalny człowiek czyta książkę raz. I już. Potem przecież wie, co się będzie działo, więc powtórka nie ma sensu. Tłumaczę mu mozolnie, że właśnie o to chodzi. Kiedy czytam nową książkę, nigdy nie wiem, co w niej będzie, w jaki wprawi mnie humor i czy nie będę rozczarowana. Dopiero takie już wyczytane można sobie dawkować w zależności od pożądanych rezultatów. Ciąg dalszy apteczki nastąpi, słowo, jutro na przykład, ale moja codzienna przerwa na kawę powoli się kończy i nie zdążę.

Muszę tylko odnotować coś, co chyba oznacza, że moje książki znam lepiej niż samą siebie. Mam teraz rodzinne zamieszanie – babcia leży od tygodnia w szpitalu, podobnie jak mąż Hani – opiekunki Loli. Co powoduje nieustanne mozolne reorganizowanie dnia – kto jedzie do babci, kto odbiera dzieci, komu podrzucić Lolę. Wczoraj urwałam się z pracy i pojechałam do szpitala. W sali – pełno staruszek w różnych stopniach połamania. No i tak siedzę, serwisuję, gadam, rozśmieszam babcię, podaję pani pod oknem wody, a pod tej pod ścianą bułeczkę, oglądam zdjęcia wnucząt i generalnie staram się być społecznie użyteczna. Panie wzdychają i zachwycają się, jak ja radosna, wiecznie uśmiechnięta i w ogóle cud – miód. Można by uznać, że tylko staruszki mają jakieś spaczone spojrzenie na moją osobę (pomijam już babcię, według której jestem, cytuję, promykiem słońca, tfu, tfu). Ale niedawno koleżanka, której przyznałam się uczciwie, ile naprawdę mam lat, wyglądała na totalnie zaskoczoną, bo jak stwierdziła, zawsze jestem taka uśmiechnięta i energiczna, że była przekonana, że mam 10 lat mniej.

No i teraz pytanie do psychologa – czy jest możliwe, żeby to, jak postrzegamy siebie, mogło się tak drastycznie różnić od tego, jak widzi nas otoczenie? Bo mnie wydaje się, że to wręcz gigantyczna rozbieżność. Zawsze postrzegałam się jako wyciszoną introwertyczkę z nosem w książce i minimalnymi zdolnościami towarzyskimi. Może tylko z wiekiem przestało mi zależeć, co kto o mnie myśli i trochę się wyluzowałam, ale wciąż uważam, że jestem zamknięta w sobie i taka raczej ponura…Gnębi mnie to od wczoraj, bo: albo kompletnie nie znam samej siebie, co w moim wieku jest trochę niepokojące, albo odruchowo tak maskuję swój prawdziwy charakter przed otoczeniem, że zaczynam się bać samej siebie – może ja mam skłonności socjopatyczne? Czy jak?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s