autohipnoza albo śmierć

Mam śnieg w butach, w garażu i w samochodzie. Mam śnieg na czapce i w mózgu. Wszędzie biało. Chyba majaczę. Nie ma, nie ma trawy na pustyni…Moje poczucie humoru, zmrożone jak morszczuk w chłodni,  spoczywa gdzieś na dnie zaspy, z której wykopywałam się rano (razem z rękawiczką i długopisem, który wypadł mi z torby przy odśnieżaniu).  Obawiam się, że znajdę i rękawiczkę i poczucie humoru dopiero, jak zejdą śniegi. Czyli chyba nigdy!

Ludzie, co wyście wyprawiali przez ten tydzień, kiedy mnie nie było?! Zwoziliście ciężarówkami śnieg z całego Mazowsza pod moją chałupę? Dlaczego do drzwi wejściowych muszę przedzierać się tunelem wykopanym w metrowej zaspie? Dlaczego nie widzę nawet czubków hortensji w moim ogródku? Dlaczego wyjście o krok poza ścieżkę oznacza zapadnięcie się w śniegu po pas? I dlaczego, do cholery, jechałam dziś do pracy dwie i pół godziny?!

Spokojnie, tylko spokojnie. Oddychamy powoli, zamykamy oczy. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Jestem na plaży. Morze plumka. Piasek wchodzi w zęby i w tyłek. Jest gorąco. Suuuucho i gorąąąco……Tylko nie otwieraj oczu, kobieto, bo przepadnie! OK, póki co, pomaga. Ciekawe, czy uda mi się dojechać do domu z zamkniętymi oczami?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s