nuuudzę się!

– Inteligentni ludzie nigdy się nie nudzą- odpowiedziałam machinalnie. Lola skakała mi po plecach i zawijała moje włosy na palce. Usiłowałam zrozumieć cokolwiek z debiutanckiej powieści Autora, z którym miałam mieć spotkanie dnia następnego, żeby móc błysnąć jakąś intelektualną zajawką. Moje zdolności przyswajania tekstu obumierały jednak w tempie ekspresowym, przyduszone nadmiarem Lolczynej aktywności.

– A co to znaczy inteligentni?-

– To ci , co się nie nudzą- odpowiedział za mnie usłużnie Misiek, który sam ze sobą grał w szachy, i, jak twierdził, wygrywał partię.

– To znaczy, że ja nie jestem dzisiaj inteligentna- skonstatowała beztrosko Lola- bo nuuuudzi mi się-

– Poczytaj coś, albo narysuj- zbyłam ją, zagapiona w książkę.

-Ale ja nie umiem- zalała się łzami moja biedna córka- nie umiem czytać! I brzydko rysuję!

-No dobra- odłożyłam książkę z ciężkim westchnieniem. – Chodź tu, mała, pomiziamy się-

To hasło jest wytrychem do Loli szczęścia absolutnego.  Dla zainteresowanych podaję skrócony przepis na mizianie: jedna kanapa- raczej duża, jedno dziecko- nie za duże, jedna matka- rozmiar obojętny. Bierzemy dziecko na kolana, przytulamy z całych sił (-uff, mamo, zaraz mnie udusisz), i przez co najmniej 20 minut poświęcamy całą uwagę temu, żeby ściskać, całować, głaskać, łaskotać, międlić, podrzucać i podduszać. A także zarzucać werbalnie różnymi wyrazami uwielbienia. Po 20 minutach wymęczone, stłamszone, rozpromienione i szczęśliwe dziecko daje matce trochę spokoju i poluzowuje niewidzialną pępowinę.

Wymiziana Lola, radosna jak ptaszek, siadła przy mnie i zaczęła coś pracowicie i precyzyjnie szkicować. Po 10 minutach ( i dwóch rozdziałach mojej książki)  przedstawiła mi gotowy rysunek- mały dinozaurek w sukience, ze szmacianą lalką  w pazurzastej łapce patrzył z uśmiechem w górę kartki. Tam widać było wielki uśmiechnięty łeb dinozaura -mamy, nachylającej sie czule ku swojej córeczce. 

No i przepadło- wzruszyłam się totalnie. Na fali wzruszenia odłożyłam książkę, zrobiłam michę popcornu i tłocząc się na kanapie z małoletnimi obejrzałam wspólnie z nimi program na Discovery o panu, który uczy sztuki survivalu. Czy zjedlibyście żabę? Żywą? Majtającą wam w ustach nóżkami?  On zjadł. Niezwykle pouczający i edukacyjny program, zapewniam:-)Wprawdzie książki nie przeczytałam, ale w sumie- mała strata. W końcu to nie literatura, a dzieci są przyszłością narodu. Zwłaszcza te solidnie wymiziane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s