rok się kończy, coś zaczyna

Nie wiem na razie, co, bo nie mam czasu spisać noworocznych postanowień. Zawsze, kiedy je spiszę i schowam do koperty, mam przynajmniej świadomość, co znowu zawaliłam. A teraz się boję. Nowy rok bez nowych postanowień? Co więc będzie moją busolą na nieskończonym morzu jadalnych i duchowych pokus? Może zdążę przynajmniej napisac pośpiesznie na kartce oderwanej z listy spraw do załatwienia i zakupów (dentysta Loli, NIEPRZEMAKAJĄCE buty dla mnie, mąka, kocie jedzenie, ketchup Heintz, jajka od szczęśliwych kur) najważniejsze postanowienie na ten nadchodzący rok:

Nie zepsuć takich fajnych dzieci, jakie mi się trafiły, nie doprowadzić mojego męża do ostateczności (bo się boję, jak ta ostateczność mogłaby wyglądać, jeszcze mi życie miłe), nie utonąć w morzu ogłupiających czynności codziennych, nie zapomnieć o tym, że zasadniczo jestem szczęśliwa…

Zresztą jak mogłabym nie być szczęśliwa, mając u boku moje dzieci? Lola jest na przykład tak zaszokowana ciągłą obecnością mamy w domu podczas świąt, że czuję się znowu jak matka dwulatka z lękiem separacyjnym. Nawet kiedy biorę prysznic, siedzi pod drzwiami, żebym jej przypadkiem nie uciekła przez okno łazienkowe. Chodzi krok w krok za mną, wisi mi na nodze i kocha mnie niezmiernie, o czym przypomina mi co najmniej 20 razy dziennie. Wczoraj wspięła się na wyżyny duchowych uniesień:

– Mamo, ja cię tak kocham, że nie chcę bez ciebie żyć. I jak umrzesz, to ja sobie wbiję nóż w plecy-

 Żaden z moich facetów nigdy nie oferował tak skomplikowanego technicznie poświęcenia. Ja też cię kocham, córko…

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s